Trener Piotr Mandrysz wciąż nie może pogodzić się z decyzją działaczy GKS Tychy

Kłopoty kadrowe GKS-u Tychy sprawiły, że w ostatnim meczu z Zawiszą Bydgoszcz na ławce rezerwowych usiadło dwóch bramkarzy.
Na starcie sezonu z powodu kartek i kontuzji kadra GKS-u zubożała aż o siedem nazwisk. Przed kolejnym meczem w Niecieczy problemów nie ubędzie, gdyż z powodu kartek muszą pauzować Adrian Chomiuk i Ivica Zunić.

Podczas spotkania z Zawiszą doszło do bardzo rzadkiej sytuacji. Na rezerwie usiadło dwóch bramkarzy: Marek Igaz i Michał Kojdecki. Piotr Mandrysz, trener tyskiej drużyny, wyjaśnił, że chciał docenić Kojdeckiego za pracę na treningach. Bramkarz GKS-u dzięki temu, że usiadł na ławce rezerwowych, mógł liczyć na premię meczową.

Sytuacja jest o tyle dziwna, że w Tychach jest drużyna rezerw, a także Akademia Piłkarska, w których spokojnie można znaleźć zawodników do uzupełnienia składu. Henryk Drob, prezes klubu precyzuje, że zgłoszenie zawodnika do rozgrywek I ligi to wydatek 1,5 tys. zł.

Trener wyjaśnia jednak, że w drużynie rezerw nie ma dziś graczy, którzy nadawaliby się do gry w pierwszej lidze. - Branie zawodnika dla "sztuki" mija się z celem. Chodzi nam o jakość, a nie ilość - mówi Mandrysz i przypomina: - Miałem napastnika, ale mi go odpuszczono...

Trener wciąż nie może pogodzić się z decyzją działaczy, którzy wbrew jego woli nie przedłużyli kontraktu z Dawidem Jarką, który ostatecznie trafił do Polonii Bytom.

Działacze w prywatnych rozmowach powtarzali, że Jarka był za drogi w stosunku do tego, co prezentował na boisku. Były gracz Górnika Zabrze jesienią nie strzelił dla GKS-u nawet jednego gola.

Dużo bardziej skuteczny jest Marcin Ściański, który zimą dołączył do składu GKS-u. Piłkarz spod opolskiej wsi Pawłowiczki w dwóch meczach rundy rewanżowej trafił do siatki rywala dwa razy.

- Napastnik rozlicza się z bramek, a "Ściana" w ciągu 120 minut gry zapracował na dwa gole. Zrobił swoje. Ma jednak jeszcze braki taktyczne, zwłaszcza w ustawianiu się. Pracujemy nad tym - mówi Mandrysz.

21-letniego piłkarza chwali też Piotr Rocki, który zaliczył dwie asysty przy bramkach Ściańskiego. - Czasami biega jeszcze bez sensu, ale z czasem nabierze doświadczenia. Najważniejsza, że ma nosa do goli. Piłka go szuka - dodaje.

Ściański, który grał wcześniej w drugoligowym Ruchu Zdzieszowice, przyznaje, że odczuwa przeskok po awansie do pierwszej ligi. - Na pewno gra się szybciej. Taktyka też ma większe znaczenie. Z pomocą sztabu szkoleniowego i kolegów z boiska na razie udaje mi się poznawać pierwszą ligę bez większych problemów - mówi.

Ściański będzie rywalizował o miejsce w składzie z Marcinem Folcem. Doświadczony napastnik odcierpiał już karę za czerwoną kartkę z meczu z Bogdanką Łęczną. Folc wiąż jednak nie jest gotowy do gry po kontuzji kolana.