GKS Tychy bez formy. Nieoczekiwani goście zapowiedzieli zasadzkę

GKS Tychy trwoni kapitał, na który pracował przez większą część sezonu. Po zapewnieniu sobie utrzymania w pierwszej lidze tyszanie wyraźnie spuścili z tonu. W niedzielę zasłużenie przegrali z Dolcanem Ząbki.
Jeszcze miesiąc temu mecz GKS-u z Dolcanem miałby zupełnie inny ciężar gatunkowy. Tyszanie mieli wtedy realne szanse, by powalczyć o pierwszą trójkę pierwszej ligi. Dolcan po ośmiu wiosennych wygranych z rzędu okrzyknięto rewelacją rozgrywek. W ostatnich tygodniach obie drużyny nie są już jednak tak skuteczne. GKS zanotował serię pięciu spotkań bez wygranej, a piłkarze z Ząbek nie dobyli kompletu punktów w czterech kolejnych meczach. Jeżeli założyć, że obie drużyny dopadł kryzys, to jednak większy problem mają w Tychach.

W pierwszej połowie Dolcan gnębił miejscowych wręcz po profesorsku. Gdyby nie refleks i umiejętności bramkarza Piotra Misztala, to tyszanie już do przerwy przegrywaliby dwoma, trzema golami.

Po szybkich, składnych i pomysłowych akcjach groźnie strzelali Rafał Grzelak, Dariusz Zjawiński czy Bartosz Osiński. Misztal zachowywał się jednak tak, jakby czytał w ich myślach, i pewnie odbijał piłki.

Pod drugą bramką, niestety, wiało nudą. Rafał Leszczyński, bramkarz Dolcanu, w pewnym momencie zaczął biegać w poprzek boiska, by rozruszać zastałe mięśnie. Tu przed gwizdkiem na przerwę Leszczyńskiemu na chwilę skoczyło tętno, ale nie za sprawą zawodników GKS-u, tylko kolegi z drużyny. Jakubik podał mu bowiem piłkę tak nieporadnie, że wyglądało to, jakby miał ochotę na samobójczego gola.

Dolcan po przerwie nie grał już z takim rozmachem, ale za to skutecznie. Robert Podoliński, trener Dolcanu, bramki Mateusza Piątkowskiego i Piotra Klepczarka oglądał już z trybun, gdzie został odesłany za krytykowanie sędziego. Tyszanie odpowiedzieli tylko bramką Piotra Rockiego z rzutu karnego podyktowanego za rękę Klepczarka.

- Końcówka meczu, gdy mocno przycisnęliśmy rywala, pokazała, że naszym problemem na pewno nie jest brak sił. Dolcan dobrze nas rozszyfrował. Na początku się cofnęli. Nie pozwolili grać z tak lubianej przez nas kontry - ocenił Maciej Mańka, obrońca GKS-u. Piotr Klepczarek, kapitan Dolcanu, podkreślał, że wygrana nad zespołem z Tychów ma szczególne znacznie. - GKS obok zespołu z Niecieczy gra najlepszą piłkę w tej lidze. Mieliśmy dla tyszan duży szacunek - podkreślał.

Meczowi w Jaworznie towarzyszyły dodatkowe, ale też niepożądane emocje. Na stadionie nieoczekiwanie pojawiła się duża grupa (około dwustu osób) fanów GieKSy. Klub z Katowic ma w Jaworznie wielu sympatyków, którzy głośno pokrzykiwali, że "są u siebie". Widok nieproszonych gości mocno poirytował fanów z Tychów. Część kibiców GKS-u niemal prosto z autobusu chciała wbiec na murawę. Na szczęście skończyło się na pyskówce, po której uszy więdły. W użyciu była też policyjna polewaczka. Kibice GieKSy przez większą część pierwszej połowy prowokowali tyszan, by tuż przed przerwą opuścić obiekt. Na koniec obiecali, że urządzą "zasadzkę".