Piotr Mandrysz pożegnał się z GKS-em Tychy. Na koniec założył specjalną marynarkę

Szkoleniowiec z Rybnika prowadził tyszan przez dwa sezony. Zaczął od potyczki z Górnikiem Wałbrzych, a skończył na Bogdance Łęczna.
Mandrysz zdradził, że na ostatni mecz sezonu założył specjalną marynarkę. - Miałem ją też na sobie dwa lata temu, gdy po raz pierwszy usiadłem na trenerskiej ławce GKS-u. Wygraliśmy wtedy 1:0 z Górnikiem Wałbrzych, a jedynego gola strzelił Bartek Babiarz. Dziś Bartek też mógł postawić kropkę nad i, bo w doliczonym czasie gry miał świetną okazję - uśmiechał się Mandrysz.

Szkoleniowiec najpierw wprowadził GKS do pierwszej ligi, a potem wywalczył z nim szóste miejsce - najlepsze z beniaminków. - Dziękuję piłkarzom, o których mogę wypowiadać się tylko dobrze lub bardzo dobrze.

Dziękuję najbliższym współpracownikom - trenerom Tomaszowi Rogali i mojemu asystentowi Bartkowi Bobli. To dzięki ich pracy, a może przede wszystkim dzięki ich pracy, jesteśmy dziś drużyną, a nie zespołem anonimowych piłkarzy bez stadionu - mówił Mandrysz.

Szkoleniowiec zdradził, że był pewny, że odejdzie już od 1 marca! - Zimą umówiłem się z panią prezes, że czekam na sygnał do końca lutego w sprawie ewentualnego przedłużenia umowy. Ten nie przyszedł, więc sprawa była dla mnie jasna. Nie mówiłem o tym głośno, bo jednak zespół wciąż nie był wtedy pewny utrzymania. Zdarzały się już przypadki, że trener żegnał się z drużyną z wyprzedzeniem i zespół się sypał. Chciałem tego uniknąć - dodał.

Szkoleniowiec podkreślał, że szóste miejsce w pierwszej lidze to wielki sukces tyskich piłkarzy. - Mamy trzecią defensywę w lidze. Strzeliliśmy 44 gole - co jak na drużynę, która gra tylko na wyjazdach, to dobry wynik. Dochowaliśmy się trzech młodzieżowych reprezentantów Polski. Nie mówiliśmy, że odważnie stawiamy na młodzież, tylko to robiliśmy - podkreślał.

Mandrysz nie wie jeszcze, jaka będzie jego trenerska przyszłość. Nie ma też pewności, kto go zastąpi. Mówi się o Tomaszu Fornaliku, Dariuszu Fornalaku i Mirosławie Smyle.