Rybnicki klub wciąż na czarnej liście GKS-u Tychy. Na zemstę przyjdzie poczekać [ZDJĘCIA]

Energetyk ROW Rybnik lepszy od GKS-u Tychy, ale śląskie pierwszoligowe derby na remis. Gole wpadały nie tylko po efektownych akcjach, ale i po błędach bramkarzy.
Rywalizacja GKS-u z ROW-em była przed laty czymś więcej niż zwykłą walką o ligowe punkty. Starsi kibice tyskiej drużyny do dziś wypominają rywalowi z Rybnika sezon 1975/76. GKS walczył wtedy o mistrzostwo Polski ze Stalą Mielec. Przed ostatnią kolejką obie drużyny miały tyle samo punktów, ale lepszy bilans bramkowy dawał wyższe miejsce mielczanom. GKS potrzebował więc pomocy ROW-u, który grał na koniec rozgrywek właśnie ze Stalą. Rybniczanie jednak odpuścili tamto spotkanie i bez walki przegrali aż 2:5.

Kolejny sezon jeszcze pogłębił złe relacje pomiędzy śląskimi klubami. ROW i GKS rywalizowały wtedy o utrzymanie. W przedostatniej kolejce skazany już na spadek ROW przegrał u siebie gładko z Lechem Poznań (1:3), który walczył wtedy z GKS-em o pozostanie w lidze. W efekcie z ekstraklasy spadły ROW i GKS. Od tamtej pory zaczął się upadek obu klubów, które do najwyższej klasy rozgrywkowej już nie wróciły.

- Pamiętam, że w Rybniku mówiono wtedy, że skoro lecimy, to dobrze, że chociaż z GKS-em. Niechęć środowisk skupionych wokół obu klubów była wtedy naprawdę duża. ROW na pewno był na szczycie czarnej listy GKS-u - wspomina Władysław Wtorek, prezes i wieloletni działacz GKS-u.

Na razie trudno przesądzać, czy w tym sezonie ROW znowu zajdzie GKS-owi za skórę, ale rywalizacja śląskich drużyn na pewno była ozdobą trzeciej kolejki pierwszej ligi. Rybniczanie potwierdzili, że są drużyną, która zdecydowanie lepiej prezentuje się z piłką przy nodze. ROW w ataku zdecydowanie zyskuje na jakości.

Przeciwko GKS-owi formą błysnął Daniel Feruga. Były gracz tyskiego klubu zakończył mecz z asystą i efektowną bramką, gdy precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę przerzucił piłkę nad źle interweniującym Piotrem Misztalem.

Tyszanie grali zrywami. Znakomity początek i gol Pawła Smółki, potem długo, długo nic i wreszcie trafienie debiutującego w GKS-ie Bartosza Flisa. Na tego gola najmocniej zapracował Marcin Skrzeszewski. Bramkarz ROW-u wybijał piłkę tak nieudolnie, że wyłożył ją Smółce, a po chwili szukał już futbolówki za plecami w siatce.

Po przerwie przy piłce nadal dłużej utrzymywali się zawodnicy drużyny gości. Sytuacji bramkowych brakowało jednak po obu stronach boiska. Ostatecznie mecz zakończył się remisem, z którego bardziej zadowoleni powinni być tyszanie.

Dodajmy, że od 89. minuty GKS grał w dziesiątkę po tym, gdy drugą żółtą kartką został ukarany Damian Krajanowski.