"Bałcanica" na środku boiska. GKS-owi Tychy pozostało trzaskanie drzwiami

GKS Tychy po słabym meczu oddał komplet punktów Olimpii Grudziądz. Po spotkaniu kibice GKS-u pytali tyskich piłkarzy, czy chcą doprowadzić do spadku do drugiej ligi. 
Jesteś kibicem piłkarskim? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Mecze GKS-u Tychy w Jaworznie nie cieszą się wielkim zainteresowaniem kibiców, ale tak marnej frekwencji, jak podczas spotkania z Olimpią, jeszcze na obiekcie przy Krakowskiej nie było.

Na trybunach było może z trzysta osób. Koszmarnie mało, jak na pierwszą ligę...

Olimpia, którą zimą snuła jeszcze plany walki o awans do Ekstraklasy, dziś jest tylko pierwszoligowym średniakiem. Można by postawić tezę, że to wymarzony rywal dla GKS-u, który wciąż jest mocno uwikłany w walkę o utrzymanie.

Zaczęło się nawet obiecująco. Dynamicznie, z dużą ilością podań i akcji kończonych strzałami. Wszystko podlane co prawda chaosem, ale jednak ciekawe i do przyjęcia. Bohaterem pierwszej połowy meczu był z pewnością Daniel Mąka. Skrzydłowy GKS-u dobrze współpracował po prawej stronie boiska z Łukaszem Małkowskim. To właśnie tym skrzydłem sunęła większość ataków tyskiej drużyny.

Mąka to jeden z tych piłkarzy, któremu nie trzeba dwa razy powtarzać, by złożył się do strzału, gdy jest na to czas i miejsce. I Mąka strzelał, lobował, walił, ile sił z dystansu... Dwa razy po jego uderzeniach piłka otarła się o poprzeczkę.

Ale pomocnik tyskiej drużyny miał też chwile słabości. Tak jak wtedy, gdy bezmyślnie starał się podać piłkę głową do linii obrony, a ta spadła wprost pod nogi Adama Cieślińskiego. Napastnik Olimpii stanął wtedy oko w oko z Markiem Igazem, bramkarzem GKS-u. Słowak popisał się jednak niezwykłym refleksem i dwa razy odbił piłkę po trudnych uderzeniach zawodnika z Grudziądza.

Jeżeli ktoś myślał, że pierwsza połowa była słaba, to po przerwie niestety został wyprowadzony z błędu. Gra toczyła się przede wszystkim w środku pola. Akcje były krótkie, szarpane, niedokładne.

Wydawało się, że z tej niemocy urodzi się bezbramkowy remis, ale jedna składna akcja gości przesądziła o ich wygranej. Prawym skrzydłem pociągnął Piotr Ruszkul, który dograł piłkę na piąty metr do Macieja Rogalskiego. Ten, mimo asysty obrońców GKS-u, zdołał skierować piłkę do siatki.

Po meczu piłkarze z Grudziądza odtańczyli na środku boiska "Bałkanicę" zespołu Piersi, a zawodnicy z Tychów trzaskali drzwiami szatni tak mocno, że trzeszczały w zawiasach. - Wreszcie przywozimy trzy punkty z wyjazdu. Zasłużyliśmy na nie. Przypomnę sytuację Adama Cieślińskiego z pierwszej połowy czy okazje, gdy sędzia - moim zdaniem - zbyt pochopnie dwa razy odgwizdał pozycje spalone. GKS to dobrze zorganizowany, mądrze broniący się zespół. O tę jedną bramkę byliśmy jednak lepsi - mówił Rogalski.

Więcej o: