Sport.pl

GKS Tychy znowu przegrany. Radosław Gilewicz potraktowany jak przestępca

GKS Tychy kończy rok porażką i zimę spędzi na pozycji spadkowej. W meczu ze Stomilem Olsztyn tyszanie nie potrafili trafić nawet z rzutu karnego.
GKS Tychy obroni się przed spadkiem? Podyskutuj na Facebooku >>

GKS Tychy zakończył fatalną jesień. W ubiegłym sezonie tyszanie zapewnili sobie utrzymanie w ostatniej kolejce. Teraz jest jeszcze gorzej. Ledwie trzy wygrane. Styl gry w większości spotkań jak przy wyrębie lasu. Błędy w obronie i brak pomysłu na atak. Zimą sztab szkoleniowy tyskiej drużyny czeka masa pracy. Ten zespół trzeba budować na nowo.

Wszystko wskazuje na to, że trudnego zadania podejmie się Tomasz Hajto. Były reprezentacyjny obrońca, który miał już uzgodnić warunki trenerskiego kontraktu, oglądał spotkanie ze Stomilem.

Informowaliśmy, że Hajcie ma pomagać w pracy Radosław Gilewicz. Wychowanek klubu miałby zostać dyrektorem sportowym GKS-u. Stawiamy jednak, że do tego nie dojdzie. Podczas meczu z olsztynianami na stadionie w Jaworznie można było znaleźć ulotki. Były napastnik reprezentacji Polski ma na nich ciemny pasek na oczach jak przestępca, a obok znajduje się krótki tekst, a dokładniej cytat z Gilewicza: "Pożegnałem wszystko, co związane z GKS-em Tychy. Już nigdy nie zagram w koszulce z emblematem GKS-u Tychy, nie przyznam się, że jestem wychowankiem tego klubu". Te słowa padły w 2009 roku, gdy Gilewicz zorganizował w Tychach nieudany benefis na zakończenie kariery.

Szkoda, że znany wychowanek GKS-u dał się wtedy ponieść emocjom, gdyż jego wiedza na pewno przydałaby się przy budowie drużyny. To jednak wcale nie usprawiedliwia twórców ulotek i ataków tego typu.

Stomil już po kilku minutach gry wyszedł na prowadzenie, gdy Igor Skoba sprytnie zmienił kierunek piłki po rzucie wolnym wykonanym przez Wołodymyra Kowala. Potem lepiej prezentowali się też olsztynianie, którzy jeszcze przed przerwą stracili dwóch graczy z powodu kontuzji.

Tyszanie grali chaotycznie. Rzadko przedostawali się pod bramkę Stomilu. W pierwszej połowie nawet jej nie zagrozili.

Po przerwie było pod tym względem lepiej. Zdecydowanie lepiej. Bliski zdobycia gola był Marcin Wodecki, który zmarnował dwie dobre akcje. Kryminał to był jego strzał w niebo (z sześciu, siedmiu metrów), w sytuacji gdy miał przed sobą pustą bramkę. Były gracz Ekstraklasy dobijał wtedy piłkę, która odbiła się od słupka po uderzeniu Michała Biskupa.

Co tam jednak Wodecki. W 74. minucie tyszanie zmarnowali rzut karny podyktowany za zagranie piłki ręką. Piłkę po uderzeniu Pawła Smółki obronił Piotr Skiba.

Stomil koncentrował się przede wszystkim na defensywie, ale miał też jedną konkretną szansę na podwyższenie prowadzenia. Stało się to po mierzonym uderzeniu Kowala, gdy Marek Igaz z największym trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką.

ŚLĄSK.SPORT.PL ćwierka na Twitterze. Obserwujesz? >>

Więcej o: