Nowy dyrektor GKS-u Tychy nie jest już objęty zakazem stadionowym

Marcin Adamski zrezygnował z pracy w fabryce jachów, żeby zostać dyrektorem sportowym GKS-u Tychy.
Adamski zastąpił na stanowisku dyrektora klubu Henryka Droba.

- Praca w takim charakterze zawsze była moim marzeniem. Postaram się dobrze wykorzystać szansę. Przychodzę do klubu z wielkimi tradycjami i sukcesami. Klubu, który znalazł się dziś w kryzysie sportowym. Na dziś priorytetem jest utrzymanie w pierwszej lidze. Mamy wsparcie miasta. Powstaje nowy stadion. Musimy tylko mądrze to uporządkować - mówi Adamski, który pracował ostatnio w niemieckiej fabryce produkującej jachty. - Wystarczył jednak jeden telefon z Polski. Mój prezes stwierdził, że pojawił się po nim taki błysk w moich oczach, że wiedział, że nie ma szans, żeby mnie zatrzymać - uśmiecha się były reprezentant Polski.

- Spędziłem trochę czasu za granicą. Między innymi w Rapidzie Wiedeń, gdzie sporo się nauczyłem. Lubię pracę długofalową. Proszę prześledzić moją karierę. Nie jestem typem człowieka, który skacze z kwiatka na kwiatek. Gdy czemuś się poświęcam, to bez reszty - podkreśla.

Adamski jest już po kilku rozmowach z zawodnikami, którzy mogą wzmocnić GKS. - Wiadomo, w jakiej sytuacji jest tyski klub. Większość piłkarzy chce podpisywać długie umowy, ale musimy przede wszystkim zrealizować cel, jaki przed nami postawiono, czyli utrzymać zespół w pierwszej lidze. Umowy można podpisywać z opcją. Przedłużać po pół roku gry. Możliwości jest wiele. Będziemy chcieli oczywiście wykorzystać potencjał piłkarzy, którzy dziś grają w GKS-ie. Wiek nie ma znaczenia. Jestem zdania, że nawet w wieku 34 lat można grać lepiej - podkreśla.

- Priorytetem zawsze będą polscy gracze. Wychowankowie klubu. Modelowo byłoby wtedy, gdybyśmy wychowali piłkarzy na miarę Ekstraklasy. Będziemy rozmawiać. Nie wykluczamy oczywiście wzmocnień z zagranicy - mówi Adamski, który zdradził nam, że nie obowiązuje go już zakaz stadionowy nałożony latem przez sąd.

Adamski został ukarany po meczu Realu Madryt z Fiorentiną na Stadionie Narodowym w Warszawie, gdy wszedł na murawę by przywołać na trybuny dzieci, które nie potrafiły opanować emocji. Adamski został wtedy zatrzymany, spędził dwa dni w areszcie, a potem sąd wlepił mu zakaz stadionowy. - Ta absurdalna sprawa na szczęście została umorzona - wyjaśnił.

Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>

Czy Tomasz Hajto sprawdzi się w roli trenera GKS-u Tychy?