Tomasz Hajto chwycił za łopatę podczas treningu GKS-u Tychy. "Chyba ktoś zaspał" [WYWIAD]

Tomasz Hajto w nie najlepszym nastroju zaczął pierwszy w nowym roku trening GKS-u Tychy. Na zaśnieżonym boisku zaprezentowało się kilku nowych zawodników, ale budowa drużyny nie jest jeszcze zakończona.
GKS Tychy będzie bronił się przed spadkiem? Podyskutuj na Facebooku >>

Pierwsze zajęcia odbyły się na bocznym boisku przy budowanym stadionie GKS-u. Sztuczna murawa była zaśnieżona i zmrożona, co mocno poirytowało trenera Hajtę. W pewnej chwili szkoleniowiec sam złapał za łopatę, by odrzucić trochę śniegu.

W zajęciach wzięło udział kilku nowych piłkarzy. Podpisanie kontrakty mają już Łukasz Grzeszczyk (ostatnio Sandecja Nowy Sącz), Tomasz Porębski (Jagiellonia Białystok), Jakub Bąk (Pogoń Szczecin) i Sebastian Janik (Ruch Chorzów).

W Tychach mają wiosną również zagrać Paweł Socha, bramkarz Górnika Łęczna, oraz Artur Gieraga z Ruchu Chorzów. Testowani są Łukasz Krzycki (30-letni zawodnik pozostawał ostatnio bez klubu, ale przez wiele sezonów reprezentował Piast Gliwice; 30 meczów w Ekstraklasie) oraz młodzieżowcy: Patryk Kun (19-letni pomocnik grał ostatnio w Vęgorii Węgorzewo) i Jan Turkowiak (19-letni pomocnik Sparty Złotów).

Wojciech Todur: Przed pierwszymi zajęciami odbyła się długa odprawa z drużyną. Co pan przekazał piłkarzom?

Tomasz Hajto: - Wprowadziłem zespół w to, co nas czeka. Przekazałem najważniejsze informacje. Mówiłem o tym, czego wymaga sztab szkoleniowy, jak wygląda organizacja treningu, jaki mamy plan na pierwsze zajęcia. Trzeba dotrzeć do świadomości piłkarzy. Szczególnie gdy dzieje się to po dłuższej przerwie. W czwartek będziemy również mieć jeden trening, w piątek badania, a w sobotę pierwszy sparing. Od poniedziałku schemat pracy ma być już wszystkim dobrze znany. Tak żebym nie musiał się powtarzać.

W treningu wzięło udział czterech nowych, zakontraktowanych już piłkarzy. Angażował się pan w rozmowy transferowe, czy raczej kibicował dyrektorowi Marcinowi Adamskiemu?

- Pracujemy razem. Dyrektor sportowy to bardzo odpowiedzialna funkcja. Marcin był w ostatnich tygodniach bardzo zaangażowany w swoją pracę. Zaczęło się od pożegnań. A gdy z klubu odchodzą zawodnicy, to zawsze pojawia się również niezadowolenie. My musimy jednak szukać nowych graczy. GKS potrzebuje jakości. Wiadomo, że nie jest to łatwe, gdyż mamy ograniczone możliwości finansowe.

Dlatego sam też spędziłem trochę czasu ze słuchawką telefonu przy uchu. Rozmawiałem z moimi kolegami, którzy są dziś związani z innymi klubami. Namawiałem, przekonywałem, żeby wypożyczyli do GKS-u zawodnika, a najlepiej jeszcze dorzucili się do jego utrzymania.

Takie są realia. Szukaliśmy piłkarzy, którzy chcą nam pomóc w walce o utrzymanie, a przy tym jeszcze się rozwijać. Przed nami trudne pół roku, ale za naszymi plecami już widać nowy stadion. W takich realiach miło się pracuje.

Na jakim etapie jest budowa drużyny?

- W ofensywnie brakuje nam jeszcze jednego zawodnika. Więcej zmian czeka defensywę. Wciąż szukamy bramkarza, środkowego obrońcy czy defensywnego pomocnika. Najbliższe dni przyniosą odpowiedzi na kilka transferowych pytań. Docelowo chcę mieć w kadrze 18 zawodników. Pięć, sześć miejsc mają zająć wychowankowie GKS-u.

Informowaliśmy, że szansę na grę w GKS-ie ma Dariusz Trela, który wypromował się w Piaście Gliwice. Czy trudno namówić do gry w Tychach tej klasy bramkarza?

- Potwierdzam, że jest temat pozyskania, a właściwie wypożyczenia Treli z Lechii Gdańsk. Trela trafił nad polskie morze po trzech dobrych sezonach w Piaście Gliwice. W Lechii nie wiedzie mu się już tak dobrze. Rozmawiałem na jego temat z Jurkiem Brzęczkiem. Trener Lechii i mój kolega stwierdził, że Trela nie ma szans na pozycję bramkarza numer jeden. Klub z Gdańska chce jeszcze pozyskać bramkarza ze Słowacji. W tej sytuacji Trela byłby tylko numerem trzy. Bez żadnych szans na grę. Stąd zrodził się pomysł, żeby go wypożyczyć. Z pytaniem zwróciłem się do mojego kolegi, a dziś prezesa klubu z Gdańska Adama Mandziary.

Dostaliśmy zielone światło i rozmawiamy. Fakty są takie, że GKS-u nie stać na Trelę, więc możemy zaproponować mu nasze maksimum, a resztę musi dopłacić Lechia.

Dla Treli to szansa, żeby wrócić do regionu, gdzie się wypromował i odbudować formę. My natomiast moglibyśmy zyskać zawodnika, który znacząco podniósłby jakość na pozycji bramkarza. Na pewno pomógłby nam w walce o utrzymanie.

Pierwszy trening miał się odbyć na sztucznej, ale podgrzewanej murawie... Tymczasem trenowaliście na śniegu...

- Przychodząc do GKS-u wiedziałem, że najbliższe pół roku będzie trudne. Że będziemy grać tylko na wyjazdach. Nie lubię się nad sobą użalać, więc mówiłem, że żadnego "mękolenia" nie będzie... Mimo wszystko jestem zaskoczony warunkami, w jakich toczył się pierwszy trening. Pod koniec miały się odbyć zajęcia z doskonalenia techniki. Zabraliśmy białe piłki. W tych warunkach trudno jednak mówić o przyjemności z grania.

Nie wyobrażam sobie, żeby boisko miało wyglądać tak samo w kolejnych dniach. Chyba ktoś zaspał. Nie włączył ogrzewania. Zabolało mnie to, bo znowu trzeba modyfikować plan pracy.

Takich zaskoczeń było po podpisaniu umowy więcej?

- Władze klubu, decydując się na to, żeby podpisać ze mną umowę, zgodziły się na pewien model pracy. Na to, że w klubie pojawił się dyrektor Marcin Adamski i moi ludzie w sztabie szkoleniowym. To było konieczne, żeby piłka wróciła w GKS-ie na należne jej miejsce. Odbudowujemy pion sportowy, którego w klubie właściwie dotąd nie było. Nie było strategii, a piłka to nie teoria chaosu.

Zawodnicy też muszą być świadomi celów, ale i wdzięczni swojemu pracodawcy. Dziś GKS to zespół, który zajmuje w pierwszej lidze miejsce trzecie od końca. Za pół roku nasza sytuacja - mam nadzieję - będzie już inna. Przed nami otwarcie nowego stadionu, a to będzie jeden z najpiękniejszych obiektów w Polsce. Przed nami również mecz z FC Koeln [na otwarcie stadionu - przyp. red.]. Pracy więc nie brakuje, ale przyszłość zachęca, żeby się starać.

Mam jednak nadzieję, że z czasem będę mógł się zająć tylko pracą trenera...

31 stycznia podczas zgrupowania w Turcji ma się odbyć miniturniej o Puchar Śląska z udziałem czterech naszych drużyn. Kto go wygra?