Sport.pl

GKS Tychy - Chrobry Głogów 1:1. Baraże nie do uniknięcia

GKS Tychy do końca sezonu będzie drżał o utrzymanie w pierwszej lidze. Tyszanie nie potrafili ograć Chrobrego Głogów, więc w najlepszym razie czekają ich baraże. 
Jesteś kibicem ze Śląska? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że to właśnie Chrobry będzie głównym rywalem GKS-u w walce o utrzymanie. Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło. Zespół z Głogowa - po dwóch wygranych z rzędu - nie musi się już oglądać za siebie. Spokojniejsi są też tyszanie, którzy po tym, jak z rozgrywek wycofała się Flota Świnoujście, z miejsca spadkowego przesunęli się na pozycję, która daje prawo do gry w barażach.

Jedni spokojni, drudzy spokojniejsi... no i niestety takie zestawienie sprawiło, że spotkanie w Jaworznie toczyło się raczej w sennej atmosferze. Piłkarze niby walczyli. Niby biegali, ale efekty były tego marne.

- Żeby wygrać, to trzeba się zmęczyć! - pokrzykiwał zza linii bocznej trener GKS-u Tomasz Hajto.

Tyszanie jednak wiedzieli swoje. Opieszałość i brak koncentracji kosztowała ich stratę bramki. Chrobry bez problemu rozegrał piłkę w polu karnym GKS-u, a akcję zakończył pewnym strzałem z dystansu Marcel Gąsior, były zawodnik tyskiej drużyny.

Gol - jak to często na boisku bywa - podziałał na miejscowych ożywczo. Dobrze funkcjonowało prawe skrzydło, gdzie szarpał Damian Szczęsny. Ciężar gry coraz częściej brał również na siebie Łukasz Grzeszczyk, środkowy pomocnik GKS-u. Bramkę strzelił jednak Mateusz Mączyński, który z bliska głową wpakował piłkę do siatki.

Tyszanie odliczają już dni do powrotu na własny stadion. Teoretycznie przed GKS-em jeszcze tylko jedno spotkanie w Jaworznie - mecz z GKS-em Katowice. W przerwie potyczki z Chrobrym stadionowy spiker przytomnie jednak zauważył, że tyszanie prawdopodobnie rozegrają na Krakowskiej jeszcze jedno, dodatkowe spotkanie.

- Na razie jednak walczymy o to, żeby barażu nie było - zaznaczył.

GKS rzeczywiście po przerwie przeważał. Chrobry wyglądał wtedy na drużynę, którą w pełni zadowoli jeden punkt. Skoncentrowani na obronie goście postawili takie zasieki, że GKS miał bardzo mało miejsca na kończenie akcji strzałami.

Najbliższy zwycięskiego gola był Szczęsny, który nie wykorzystał dobrego podania Marcina Radzewicza i z kilku metrów (udem) posłał piłkę nad poprzeczką.

Końcowe minuty spotkania toczyły się w ulewie, która z ławki rezerwowych pod stadionowych dach wygoniła nawet trenera Tomasza Hajto. Wielkim hartem ducha wykazały się wtedy dzieci, które podawały piłki. Pomimo że trzęsły się z zimna, to pozostały na posterunku.

Więcej o: