GKS Tychy. Analiza upadku, czyli kto według Tomasza Hajty nadawał się do gry w golfa

Nie ma dobrego momentu na spadek, ale gdy zespół żegna się z ligą w chwili przeprowadzki na nowoczesny stadion, to żal jest podwójny. Taka przykrość spotkała GKS Tychy, który pod wodzą Tomasza Hajty zawiódł na całej linii.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

GKS spadł z pierwszej ligi i wcale nie stało się tak dlatego, że nie potrafił wygrać ostatniego meczu sezonu w Ząbkach (1:2). GKS prosił się o ten spadek przez całe rozgrywki...

Słabo było już w minionym sezonie, gdy tyszanie obronili miejsce w pierwszej lidze dopiero w ostatniej kolejce. Dokonał tego zespół pod wodzą trenera Jana Żurka. Styl gry tamtej drużyny nie porywał, a działaczom marzyły się wielkie mecze. Zwolnili więc Żurka i postawili na Przemysława Cecherza.

Luz - mamy czas

Od tego momentu zaczyna się naszym zdaniem anatomia upadku. Stery przejął bowiem trener, który był znany w lidze przede wszystkim z... niewyparzonego języka. Na zapleczu ekstraklasy prowadził wcześniej Kolejarza Stróże, który grał zbyt często toporny futbol oparty głównie na defensywie.

GKS Cecherza też grał topornie, a że w defensywie również zawodził, to punktów za szybko nie przybywało. Cecherz poprowadził zespół w 14 meczach, z których wygrał dwa, a sześć kolejnych zremisował.

Cecherz stracił pracę, a działaczom włączyła się opcja "luz - mamy czas". To druga składowa upadku. Opieszałość działaczy sprawiła, że trenerskie stery przejął tymczasowo Tomasz Wolak - dotąd szkoleniowiec rezerw. Wolak prowadził tyski zespół w pięciu meczach, z których przegrał aż cztery. To za jego kadencji GKS skompromitował się przegraną 2:7 z Sandecją Nowy Sącz.

Zimą w końcu znalazł się nowy trener. W Tychach powiało wielkim światem. Na czele sztabu stanął bowiem Tomasz Hajto, a dyrektorem klubu został Marcin Adamski. Obaj mieli za sobą grę w reprezentacji Polski i silnych zachodnich ligach.

Hajto i Adamski to dobrzy, ciekawi rozmówcy. Ludzie z charyzmą. Mogą być wzorem dla zawodników GKS-u. Dlaczego więc wybór tej dwójki uznajemy za składową upadku numer trzy? Zespół oddano w ręce ludzi bez doświadczenia. Hajto dopiero zaczyna trenerską karierę. Nigdy nie bronił swojej drużyny przed spadkiem. Były reprezentant Polski trafnie zauważył, że obrona przez GKS ligowego bytu będzie wyczynem godnym medalu w ekstraklasie. To po prostu było bardzo trudne zadanie, któremu Hajto nie podołał.

Golfiści

Już sam pomysł, żeby zimą sprowadzić do drużyny kilkunastu nowych graczy, stawiał powodzenie misji pod dużym znakiem zapytania. W tym momencie nie było już mowy o podnoszeniu zespołu z kolan. GKS trzeba było zbudować na nowo. Hajto powtarzał, że musiał pożegnać tak wielu graczy, gdyż część z nich była tak zapuszczona, że nie nadawała się nawet do gry w golfa.

Do gry w golfa nie nadawali się także Mariusz Masternak i Łukasz Kopczyk - filary drużyny, tyszanie. Na kim opierać zespół przed trudną próbą jak nie na takich graczach? Jeżeli byli zapuszczeni, bez formy, to był jeszcze czas, żeby im pomóc.

Pół biedy, gdyby Hajto i Adamski sięgnęli po graczy lepszych. Ale w składzie pojawiły się takie wynalazki jak Tomasz Porębski z Jagiellonii Białystok czy Muhamed Omić, który na początku rundy niemal co mecz osłabiał zespół czerwonymi kartkami.

Nie trafia też do nas argument, że GKS przegrywał, bo w składzie z powodu kontuzji brakowało nowego kapitana, czyli Mariusza Zganiacza. Z całym szacunkiem dla tego gracza - pamiętamy, gdy pojawiał się na boisku i tyszanie wcale nie prezentowali wtedy dobrego futbolu. Nie przekonują nas też żale, że GKS wybitnie krzywdzili sędziowie. Że zespół zamęczyła ciągła gra na wyjazdach.

Prawda jest taka, że grając w Jaworznie, GKS awansował do pierwszej ligi, a w kolejnym sezonie był jej rewelacją. To wszystko działo się za czasów trenera Piotra Mandrysza, który pracował w zdecydowanie trudniejszych warunkach niż Hajto, a o zimowym wyjeździe na zgrupowanie do Turcji mógł tylko pomarzyć.

Brakuje pieniędzy

Mandrysz był jednak niewygodny, bo głośno wytykał niekompetencje działaczy. Stawiamy, że gdyby dano mu popracować w Tychach dłużej, to dziś GKS, a nie Nieciecza, cieszyłby się z awansu.

GKS wraca więc do Tychów po czterech latach przerwy. Wraca na piękny, nowoczesny stadion za około 130 milionów złotych. Wraca, by tak jak przed wyprowadzką do Jaworzna znowu grać w drugiej lidze.

I to będzie trudny powrót. Bo też w spółce Tyski Sport powoli zaczyna brakować pieniędzy na zawodowy sport. Teraz nie będzie można inwestować w sekcje GKS-u pieniędzy odzyskiwanych ze zwrotu podatku VAT przy budowie obiektu.

Teraz trzeba będzie znaleźć nie tylko środki na GKS, ale jeszcze na utrzymanie stadionu. A to kilka milionów złotych rocznie. Pojawią się też złośliwe komentarze o sensie budowy obiektu na 15 tysięcy miejsc. Stawiamy bowiem, że średnia na drugiej lidze zakręci się koło tysiąca widzów.

Drugoligowy czyściec ma trwać tylko rok. Hajto ma wciąż ważny kontrakt i już wcześniej dawał do zrozumienia, że jeżeli tyski zespół spadnie, to on GKS-u nie opuści. Tylko czy dostanie taką szansę? Czy zgodzi się na obniżkę pensji? Na te pytania odpowiedzi jeszcze nie ma.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>