Sport.pl

GKS Tychy w pierwszej lidze. Trener Kamil Kiereś zapowiada przedłużenie kontraktu

Tylko rok trwał drugoligowy czyściec GKS-u Tychy. Za budowę nowej drużyny ma odpowiadać trener Kamil Kiereś.
O co GKS Tychy zagra w przyszłym sezonie? Podyskutuj na Facebooku >>

GKS przypieczętował awans do pierwszej ligi wygraną ze Stalą Mielec (1:0). - To był trudny mecz. Presja siedziała w naszych głowach. Waga spotkania sprawiała, że przede wszystkim koncentrowaliśmy się na tym, żeby bramki nie stracić. W dwóch ostatnich spotkaniach traciliśmy gole, także po kontrach, i zostawaliśmy na koniec bez punktów. Obawialiśmy się powtórki - opowiadał Stepan Hirśkij, strzelec zwycięskiej bramki.

- Gdy wchodziłem na boisko to trenerzy, a potem i starsi koledzy zachęcali mnie, żebym uderzył z dystansu. Pierwsza próba była nieudana. Nie widziałem wtedy nawet bramki. Za drugim razem się udało. Piękny strzał, ale szczęście też było przy mnie. To jedna z najprzyjemniejszych chwil w mojej karierze - podkreślał Ukrainiec.

W drodze do szatni Hirśkij był długo fetowany przez kibiców. - Dzieci krzyczą moje nazwisko, a ja nie mogę im nawet dać koszulki. Już dwie oddałem - śmiał się pomocnik, którego wiąże z GKS-em jeszcze roczny kontrakt.

Dumny z zespołu był również Mateusz Bukowiec, kapitan drużyny. - Każdy zapracował na ten awans. Od najmłodszego do najstarszego członka zespołu. Był już taki moment, że nas skreślono. Powtarzano, że nie ma atmosfery, drużyny. Że nie ma w Tychach niczego. No to teraz pokazaliśmy niedowiarkom. Szacunek należy się członkom sztabu trenerskiego, prezesom i przede wszystkim kibicom. Był taki moment, że nie mogliśmy się dogadać. Doszło jednak do spotkania, po którym wszystko sobie wyjaśniliśmy. Chcieliśmy przecież tego samego. Ich doping i emocje poniosły nas do pierwszej ligi - mówił Bukowiec.

Trener Kamil Kiereś podkreślał, że miał plan na spotkanie ze Stalą. Postawił między innymi na Mariusza Zganiacza, który nie był wiosną pierwszoplanową postacią drużyny. - Chcieliśmy w ten sposób poprawić rozegranie. Dłużej utrzymywać się przy piłce w środku pola. Musieliśmy grać długo i cierpliwie. Pomogła też zmiana. Stepan miał znakomite wejście. Wejście smoka - żartował szkoleniowiec.

Kiereś był też pytany o przyszłość swoją i zespołu. - Teraz jest chwila na radość. Na zdjęcie z ramion tej presji, która była wiosną ogromna. Jak to będzie wyglądało dalej? Przekonamy się w najbliższych dniach. Mój kontrakt był spisany w formule jeden plus ewentualnie dwa kolejne sezony. Jest awans, więc trudno byłoby umowy nie przedłużyć - podsumował Kiereś.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Kto będzie wyżej w tabeli ekstraklasy na koniec następnego sezonu?
Więcej o: