Gorzkie słowa prezesa Zagłębia Sosnowiec. "Szmaciarze? A co krzyczą na meczach Barcelony?"

Leszek Baczyński, prezes Zagłębia, nie godzi się na obrażanie przez kibiców piłkarzy sosnowieckiego drugoligowca.
Zagłębie przegrywa, a część fanów używa sobie do woli kosztem zawodników.

Po dwóch porażkach z rzędu - z Rozwojem Katowice i Lechem Rypin - zaczęto też spekulować, że pracę straci trener Jerzy Wyrobek. - Real Madryt przegrywa, więc wkrótce Mourinho będzie do wzięcia - żartuje Baczyński i analizuje dla portalu ŚLASK.SPORT.PL przyczyny porażki.

- Kadra rzeczywiście jest nierówna. Grupa piłkarzy, która powinna być ostoją drużyny, zawodzi. Nie mówię, że wszyscy grają źle, ale jednak część zawodników jest w słabszej formie, a inni są kontuzjowani. Wiosną, gdy tak skutecznie walczyliśmy o utrzymanie, wydawało się, że mamy już fundament. Ten fundament okazał się, niestety, zmurszały. Latem działaliśmy zgodnie ze sztuką. Zatrzymaliśmy najlepszych, że wspomnę Rafała Jankowskiego. Zakontraktowaliśmy nowych, którzy w teorii powinni być znaczącym wzmocnieniem. Są piłkarze, a nie ma drużyny. Nie ma, bo budowa to jednak proces. Wierzę, że zakończony naszym sukcesem.

- Dziwię się części kibiców, że tak łatwo przychodzi lżenie własnej drużyny. Oglądałem ostatni mecz Barcelony. Tam też zdarza się, że ktoś kopnie piłkę bez ładu i składu, po autach. Wtedy słyszę w komentarzu - "no nie wyszło". A na Ludowym - "szmaciarze". To przez ten wasz styl - słyszę w odpowiedzi. Jaki styl? To my jesteśmy na boisku, czy może na basenie? To jest piłka - liczy się to co w siatce. W drugiej połowie meczu z Lechem mieliśmy trzy 100-procentowe okazje. Czy gdyby wpadły gole, to ktoś mówiłby o marnym stylu? - pyta Baczyński.

Prezes podkreśla, że Zagłębie nie jest już tym samym klubem, który budowano na włoskich pieniądzach.

- Najprościej byłoby powiedzieć, że wtedy do wydania było siedem milionów złotych, a dziś do zapłacenia cztery miliony długów. Robimy co możemy, żeby ruszyć z miejsca, ale już same odsetki są jak błoto, w którym można ugrzęznąć na wieki. Na początku lat 90. był taki moment, że Zagłębie przestało istnieć. Po prostu nasz ukochany klub zniknął. W podobnej sytuacji byliśmy rok temu. Minął tylko rok. Pacjent wciąż wymaga leczenia! W 2000 roku awansowaliśmy do pierwszej ligi, opierając skład przede wszystkim na wychowankach. Oceniam, że zajęło nam to pięć lat pracy. Teraz będzie podobnie. Dokonamy tego, tylko proszę o trochę cierpliwości - apeluje prezes.