Zagłębie Sosnowiec nie zna się na mokrej robocie. Jak oni mogli to przegrać?!

Niesamowite! Zespół z Sosnowca już dawno nie zdominował tak wyraźnie żadnego rywala. Mimo to Tur Turek cieszył się na koniec ze zwycięstwa.
Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


- Zagłębie to bardzo dobry zespół, ale szczęście było po naszej stronie. Zagłębie już ma kilku piłkarzy na pierwszą ligę i moim zdaniem do końca będzie biło się o awans - mówił Piotr Zajączkowski, trener Tura.

Jerzy Wyrobek w tym sezonie takiego meczu jeszcze nie przegrał. - Na pewno jestem w innym nastroju niż po porażkach na początku rozgrywek. Nie mogę mieć do nikogo pretensji. Zabrakło tylko skuteczności. Byliśmy centymetry od szczęścia - komentował szkoleniowiec Zagłębia.

Trzy kolejne mecze, w których Marcin Lachowski zdobywał bramki na wagę zwycięstwa z rzutów wolnych, rozbudziły nadzieje sosnowieckich kibiców, że tak będzie zawsze. Już dawno na Stadionie Ludowym zawodnikowi, który podchodził do wykonania stałego fragmentu gry nie towarzyszył taki miły szmerek oczekiwania. Lachowski doświadczył tego uczucia już w pierwszych minutach meczu z Turem. Za pierwszym razem jednak uderzył piłkę zbyt słabo, a za drugim trafił w poprzeczkę.

Szkoda, że kapitan Zagłębia nie zdecydował się na strzał po ziemi. Po całodniowych opadach deszczu murawa była grząska i śliska. Nawet lekko kopnięta piłka wyczyniała na niej przedziwne harce.

Gdy Łukasz Staroń, pomocnik Tura kropnął z linii pola karnego - po ziemi! - to nie było siły, która mogłaby uchronić Zagłębie przed stratą gola.

Prowadzenie gości, którzy po zdobyciu bramki jeszcze mocniej cofnęli się do obrony, wymusiło na Zagłębiu grę tak nie lubianym atakiem pozycyjnym. Przez stan murawy było to podwójnie trudne. Mimo to sosnowiczanie już do przerwy przeprowadzili przynajmniej trzy akcje, które powinny im przynieść bramki. Najlepszą okazję zmarnował Rafał Jankowski, który z kilku metrów główkował obok słupka.

Niemoc Jankowskiego trwała także po przerwie i w końcu sprowadziła na niego gniew kibiców. Po kolejnej zmarnowanej okazji zastąpił go Łukasz Rojewski.

Po przerwie Zagłębie osiągnęło przygniatającą przewagę. Goście bronili się jednak skutecznie, bądź szczęśliwie, bo kilka akcji sosnowiczanie zmarnowali na własne życzenie. Już w doliczonym czasie gry piłka w przedziwny sposób zatrzymała się na linii w bramce Tura! - Warunki do gry były bardzo trudne. Cieszymy się, że obeszło bez kontuzji - zakończył Zajączkowski.

Zagłębie Sosnowiec - Tur Turek 0:1 (0:1)

Bramka: Staroń (17.)

Zagłębie: Kudła - Pajączkowski, Jarczyk, Ostrouszko Ż, Ninković - Ryndak, Matusiak, Lachowski, Wies - Cyganek (78. Lesik), Jankowski (68. Rojewski).

Tur: Kołba - Łucki, Wojciechowski, Wenger Ż, Kiełb (90. + 2. Bogusz) - Biel (69. Borys), Kotwica, Książek Ż, Staroń Ż (90. Lebowski), Mikołajczyk - Gląba (87. Syska).

Sędzia: Mariusz Jasina (Wrocław).

Widzów: 1 000.