Trener Zagłębia Sosnowiec przyznaje: "Mam zryty łeb"

Mirosław Kmieć, nowy trener Zagłębia Sosnowiec podkreśla, że zaangażowanie w grę, walka - to wartości, które mają być znakiem firmowym drużyny ze Stadionu Ludowego.
41-letni Kmieć jest związany z sosnowieckim klubem już od kilku miesięcy. Jesienią był asystentem trenera Jerzego Wyrobka, a teraz rozpoczyna pracę na własny rachunek. Jego najbliższym współpracownikiem będzie były piłkarz Zagłębia Artur Derbin.

Sosnowiczanie po przeciętnej rundzie jesiennej zajmują w drugiej lidze dopiero 12 pozycję ze stratą ośmiu punktów do miejsca premiowanego awansem. Czy Kmieć odmieni grę zespołu i poprowadzi Zagłębie do tak wyczekiwanego awansu?

- Mam to szczęście, że grałem w ośmiu drużynach i wywalczyłem osiem awansów. Udało mi się awansować praktycznie do każdej ligi: począwszy od ekstraklasy, kończąc na regionalnych rozgrywkach. Wszystko to powodowało, że w każdym roku byliśmy pod presją, byliśmy agresywnie nastawieni, gdyż cały czas musieliśmy wygrywać. Zaangażowanie musiało być na poziomie 200, 300 procent i to spowodowało, że do dziś mam "zryty" łeb na temat zaangażowania. Do tego stopnia, że jak mówię zawodnikowi, że ma pobiec po palik lub pachołek, a on idzie w marszu, to już mnie denerwuje. Wszystko, to jest spowodowane tym, że jako piłkarz cały czas byłem uczony do tego, by być zaangażowanym na maksa, dynamicznie i agresywnie wszystko wykonywać. Takie samo podejście mam jako trener, według tego samego schematu pracowałem przez osiem lat w Andrychowie. Przynosiło to skutek, gdyż każdy trener, który przeciwko nam grał, mówił, że jesteśmy najbardziej wybieganą drużyną, która walczy. Takie podejście zawsze przynosi jakiś efekt - podkreśla Kmieć.

Nowy trener Zagłębia nie planuje rewolucji w drużynie. - Nie będę nic ruszał, rozwalał, czy odwracał do góry nogami. Ta drużyna jest bardzo fajna, tylko potrzebuje pomocy, wiedzy, przygotowania fizycznego i pomysłu na grę. Zawsze ta mieszanka rutyny z młodością musi być, gdyż nie da się grać w drugiej lidze samą młodzieżą. Wtedy zawsze byłyby duże wahania formy. Musi być kilku doświadczonych zawodników, którzy swoim zachowaniem, wiedzą podpowiedzą, pomogą i będą wyznaczali kierunek. Sztab trenerski jest od tego, by poukładać to wszystko na boisku, by wszystko miało ręce i nogi. Zawodnik może być agresywny, techniczny, dynamiczny, ale praca nóg musi być połączona z głową, dopiero wtedy jest efekt. Wszystkie cechy piłkarzy trzeba umiejętnie połączyć tak, by dla drużyny wyszło to z korzyścią - uzasadnia szkoleniowiec.

Więcej o: