Sport.pl

Trener Zagłębia Sosnowiec: "Będziemy dążyć do piłkarskiej doskonałości"

Zagłębie Sosnowiec, po słabej jesieni, chce znowu zapracować na zaufanie kibiców. Żadne deklaracje dotyczące celów jednak nie padają. - Justyna Kowalczyk miała walczyć o złoto, a przewróciła się i została z niczym - mówi trener Mirosław Kmieć.
Runda jesienna to nie był dobry czas dla drużyny z Sosnowca. Sześć porażek na Stadionie Ludowym sprawiło, że na piłkarzy Zagłębia zaczęli pomstować nawet najwierniejsi kibice.

Słabe wyniki sprawiły, że pracę stracił trener Jerzy Wyrobek. Doświadczonego szkoleniowca zastąpił Mirosław Kmieć, były piłkarz Zagłębia. Najważniejszym transferowym ruchem zimowych miesięcy było rozstanie z Marcinem Lachowski, który w ostatnich latach zapracował na miano lidera drużyny. Tyle, że był to lider bardzo przeciętnego zespołu, który częściej prowadził do porażek niż do zwycięstw.

Zagłębie przezimowało na bezpiecznej - jedenastej pozycji. Do miejsca premiowanego awansem traci osiem punktów. Za siebie nie ma co się oglądać, gdyż fakt, że z ligi wycofał się Lech Rypin, a po sezonie to samo ma uczynić Tur Turek, sprawia, że opuszczenie tej klasy rozgrywkowej byłoby wielkim wyczynem.

O co więc będzie grało Zagłębie? - Tego się nie da określić. Justyna Kowalczyk miała walczyć o złoto, a przewróciła się i została z niczym. Miarą Boga jest doskonałość, a człowieka dążenie do doskonałości. My będziemy dążyć do naszej własnej, piłkarskiej doskonałości - mówi Kmieć.

Z serii zimowych sparingów Zagłębia największym echem odbiła się wygrana nad Wisłą Kraków (2:1). - To był dobry mecz, ale uważam, że mimo porażki jeszcze lepiej zagraliśmy w wyjazdowym spotkaniu z Miedzią Legnica. Jak większość trenerów nie przywiązuję większej wagi do wyników sparingów. Bo co to znaczy? Przecież tak naprawdę nie jesteśmy lepsi od Wisły. Tej zimy przegraliśmy też z BKS-em Bielsko-Biała. Po tym meczu miałem powiedzieć, że jesteśmy słabsi od trzecioligowca? - zauważa Kmieć.

Zimowe sparingi pokazały, że Lachowskiego z powodzeniem może zastąpić Tomasz Szatan. 25-letni pomocnik debiutował w seniorskiej drużynie Zagłębia w wieku 16 lat. Był czas, że zarzucono mu, że gra na wyrost. Dziś jednak trudno wyobrazić sobie drużynę z Sosnowca bez tego piłkarza. - Czy będę liderem Zagłębia? Nie wiem. To się okaże na boisku. Trener Jerzy Wyrobek przed każdym meczem podkreślał, żeby ciężar gry brał na siebie ten, który czuje się najmocniej. Któremu idzie. Myślę, że taka powinna być filozofia gry naszej drużyny. Jestem optymistą, bo też nigdy - mówię to z całą stanowczością - nie trenowałem przed sezonem aż tak ciężko - zaznacza Szatan.

Największym problemem Zagłębia okazało się zakontraktowanie napastnika. Trenerzy długo szukali zawodnika na tą pozycję. Nie wyszło kolejno z Tomasem Docekalem, Idrissą Cisse oraz Dawidem Jarką. Ostatecznie wybór padł na Łukasza Tumicza - byłego piłkarza GKS-u Tychy i Ruchu Radzionków. - Każdy z tych zawodników miał inne atuty. Uważam, że Tumicz to dobry wybór. Piłkarz z potencjałem. Zresztą w kadrze mam tylko takich. Chcę być dla nich jak ojciec dla dzieci - mówi Kmieć.

Zagłębie zaczyna wiosnę w sobotę w Chojnicach. Dwa kolejne mecze też rozegra na wyjazdach. - Patrząc na wyniki naszych jesiennych spotkań można stwierdzić, że to dobra wiadomość, bo jednak na obcych boiskach radziliśmy sobie zdecydowanie lepiej niż u siebie - przypomina Szatan.

Więcej o: