Zagłębie Sosnowiec wpuściło "złodzieja" do swojego domu. Zaszkodziła czerwona kartka

Zagłębie Sosnowiec w trzecim kolejny meczu nie straciło gola, ale wystarczyło to tylko do zdobycia jednego punktu. MKS Kluczbork był bliższy wygranej, chociaż przez całą drugą połowę grał w dziesiątkę.
Po mękach w meczu z Chrobrym Głogów (0:0), gdy na murawie Ludowego łatwiej było o kopiec kreta niż o kawałek wolnego miejsca na przeprowadzenie akcji, tym razem do Sosnowca przyjechał zespół, który chciał atakować. MKS wygrał cztery ostatnie i liczył na kontynuowanie zwycięskiej passy.

- Mimo, że bez bramek, to było ciekawe, emocjonujące spotkanie. Nawet grając w dziesiątkę stwarzaliśmy zagrożenie pod bramką rywala. Myślę, że nasze akcje były bardziej klarowne niż gospodarzy. Remis to sprawiedliwy wynik - mówił trener Andrzej Konwiński.

Mirosław Kmieć, trener Zagłębia po dwóch bezbramkowych remisach mocno zamieszał w składzie. Dawid Weis i Tomasz Szatan z powodu kontuzji nie załapali się do meczowej osiemnastki. Jovan Ninković - dotąd pewniak - usiadł na rezerwie. Po raz pierwszy tej wiosny w podstawowym składzie zagrali obok siebie Łukasz Tumicz i Rafał Jankowski.

Efekt był dobry. Akcje sosnowiczan były składne i dynamiczne. Problemem okazało się jednak ostatnie - najważniejsze podanie. Po szybkim rozegraniu piłki na wolne pozycje wychodzili Tumicz, Dawid Ryndak czy Marcin Sierczyński, ale gdy trzeba było podnieść głowę i dograć piłkę koledze, to wychodziły zagrania powodujące jęk zawodu na trybunach.

- Nie możemy się samobiczować, bo moim zdaniem zagraliśmy dobre spotkanie. Zaangażowanie 200 procent. Realizacja założeń taktycznych też jak należy. Nie mam do nikogo pretensji. Jeżeli ktoś jest winny, to ja. Szacunek dla rywala. Mało, który zespół przyjeżdża do Sosnowca i prowadzi tak otwartą grę - chwalił Kmieć

Kluczowa dla losów spotkania akcja miała miejsce tuż przed końcem pierwszej połowy. Paweł Gierak, stoper drużyny Kluczborka przerwał wtedy szarżę Sierczyńskiego. Paweł Kukla, sędzia z Krakowa długo trzymał się za kieszonkę z kartkami, a piłkarze MKS-u przeczuwając, że ma pod palcami czerwoną usilnie starali się przekonać arbitra, że była to akcja jakich wiele.

Kukla okazał się jednak nieugięty i w końcu sięgnął po kartkę.

Akcja z 45. minuty nie była kluczową dlatego, że przesądziła o wygranej gospodarzy. Więcej, ona szanse na trzy punkty Zagłębia poważnie ograniczyła. Osłabiony Kluczbork skoncentrował się mocniej na obronie, a sosnowiczanie stali się bezradni.

- W tej lidze niemal każdy zespół ma problem z rozegraniem ataku pozycyjnego. W pierwszej połowie wyglądało to dobrze. Akcji było dużo. Niestety brakowało ostatniego podania. Po przerwie... Na pewno nie tak to miało wyglądać - smucił się Tumicz, który oddał wtedy groźny strzał z przewrotki. - To za mało. Mam pretensje także do siebie. Nie pozostaje nic innego, jak zabrać się do pracy - komentował napastnik, który cieszył się tylko z faktu, że trzeci raz z rzędu Zagłębie nie straciło gola.

Najmocniej zapracował na to Dawid Kudła, który w fantastycznym stylu bronił piłkę po uderzeniach Rafała Niziołka, Piotra Burskiego oraz Michała Kojdera (w doliczonym czasie gry piłka zatrzymała się na słupku!).

- Powtarzam swoim piłkarzom, żeby każdy zespół, który przyjeżdża do Sosnowca muszą traktować, jak złodzieja, który chce nam coś ukraść z naszego domu. Dziś znowu straciliśmy dwa punkty - dodał Kmieć.

Zagłębie Sosnowiec - MKS Kluczbork 0:0

Zagłębie: Kudła - Sierczyński, Jarczyk, Ostrouszko, Pajączkowski Ż (84. Białek) - Ryndak, Matusiak, Grube, Tylec (80. Domański) - Jankowski (61. Cyganek), Tumicz Ż

MKS: Abramowicz - Orłowicz Ż, Ganowicz, Gierak CZ, Gawron - Hober (92. Kumiec), Arian, Niziołek, Swędrowski, Bzdęga (88. Kaczmarek) - Burski (77. Kojder)

Sędziował: Paweł Kukla (Kraków)

Widzów: 1 000