Grunt to spełniać marzenia. Kolejny młody piłkarz chce zaistnieć w Europie

To był najbardziej zaskakujący transfer roku: Michał Grunt zamienił Zagłębie Sosnowiec na klub z bardzo silnej europejskiej ligi. Kto nie chciałby grać w Portugalii?
Choć na razie niespełna 20-letni napastnik trenuje z drugą drużyną Bragi, to na rezerwach nie ma zamiaru poprzestać.

Rafał Jarząbek: Jak Michał Grunt, wychowanek Zagłębia trafił do znanego europejskiego klubu?

Michał Grunt: - Gdy miałem dziewięć lat rodzice zaprowadzili mnie na pierwszy trening Zagłębia. Osiemnaste urodziny obchodziłem już w Polonii Warszawa, w Młodej Ekstraklasie prowadzonej wówczas przez trenera Piotra Stokowca. Z dorobkiem 14 goli udało mi się wywalczyć tytuł króla strzelców. W pierwszej drużynie nie miałem szansy zaistnieć. Józef Wojciechowski sprowadzał "gotowych" zawodników i na młodzież w klubie raczej nikt nie stawiał. Wszołek i Przybecki, którzy są starsi ode mnie, także powoli wchodzili do drużyny. Po miesiącu trener Jacek Zieliński włączył mnie do kadry pierwszego zespołu, w którym rozegrałem tylko jedno spotkanie w Pucharze Polski. Interesowały się mną również Jagiellonia Białystok i Arka Gdynia. W wieku 15 lat miałem oferty z Lecha oraz Legii, jednak zdecydowałem się pozostać w Sosnowcu.

Był Pan do niedawna piłkarzem anonimowym. O rówieśnikach: Formelli, Linettym, Bereszyńskim słychać było bardziej. A teraz o Gruncie też robi się głośno.

- W porównaniu z tymi chłopakami na pewno brakuje mi występów w ekstraklasie. Mam jednak dopiero 19 lat i wszystko przede mną. Miałem pecha, że zmienił się właściciel w Polonii Warszawa i nie miał mnie kto wykupić, gdyż trener Stokowiec chciał żebym został w drużynie. Ostatnio grałem w II-ligowym Zagłębiu, do którego mam wielki sentyment, jednak nie jest to klub na tyle medialny, by mógł mnie wypromować. W Polonii na szczęście mnie dostrzeżono, co zaowocowało moim transferem do Bragi. Duża w tym zasługa mojego menedżera Jarosława Kołakowskiego.

Zdołał Pan też rozegrać kilka meczów w kadrze młodzieżowej.

- Tak, udało mi się rozegrać w reprezentacjach Polski U-17 i U-18 ogółem 10 meczów, w których strzeliłem 4 gole.

Liga portugalska to europejska czołówka. Trudno się będzie przebić do pierwszego składu Bragi.

- Na razie są to za wysokie progi. SC Braga to przecież zespół, który regularnie gra w europejskich pucharach. Podchodzę do tego ze spokojem, podpisałem 4-letni kontrakt. Na razie ogrywam się w Bradze B, która gra na zapleczu ekstraklasy więc poziom też jest wysoki. Skupiam się na treningach i mam nadzieję, że ktoś doceni moje umiejętności i w przyszłości da szansę zagrania w pierwszym zespole.

Portugalski futbol kojarzy mi się z piłką techniczną. W naszym kraju z wyszkoleniem często jest na bakier. Promuje się raczej proste, siłowe rozwiązania. Zderzenie z europejskim futbolem na pierwszych treningach było brutalne?

- Wbrew powszechnej opinii, w Portugalii gra się siłowo i agresywnie choć może rzeczywiście bardziej finezyjnie. Tempo jest szybsze, występuje wielu Brazylijczyków, którzy słyną przecież z wyszkolenia technicznego. Jest spora różnica, ale typowej siłowej walki na pewno nie brakuje. Po kontuzji we wrześniu ubiegłego roku nie rozegrałem ani jednego oficjalnego meczu więc nie jestem jeszcze w rytmie meczowym. Muszę się też poduczyć języka. Daję sobie rok na wprowadzenie do zespołu.

Zanim trafił Pan do piłkarskiego raju, musiał walczyć z przeciwnościami losu choćby kontuzją kolana.

- Po kontuzji faktycznie miałem "dołek". Zerwanie więzadeł to nie jest zwykły uraz, przeszedłem długą rehabilitację. Wiedziałem jednak, że nie mogę się załamywać i czekałem na powrót na boisko. Przy odrobinie szczęścia i pomocy odpowiednich ludzi można realizować marzenia. Grunt to nie tracić wiary.

Długo zastanawiał się Pan nad wyjazdem na drugi koniec Europy czy od razu stwierdził, że trzeba "chwytać byka za rogi?"

- Zostawiłem w kraju rodzinę, znajomych, dziewczynę, ale nie miałem wątpliwości co do wyboru. Wiedziałem, że taka szansa może się nie powtórzyć. Teraz nie żałuję. Wszystko w Bradze dopięte jest na ostatni guzik - od bazy treningowej po odżywki czy klubowy autokar.

Jak wygląda zwykły dzień w Bradze Michała Grunta?

- O godzinie 8 rano jestem w klubie na wspólnym śniadaniu z drużyną. Później zaczyna się dwugodzinny trening, potem obiad, krótka przerwa, kolejny trening i na koniec dnia zajęcia na siłowni. Teraz trwa okres przygotowawczy do sezonu więc obciążenia są podwójne. Przez całą zimę, wyłączając przerwę świąteczną, liga toczy się na pełnych obrotach. Nie miałem jeszcze nawet okazji zwiedzić miasta. Wolny czas przeznaczam na sen i regenerację.