Męki na Stadionie Ludowym. Krytyczna sytuacja Zagłębia Sosnowiec

Zagłębie Sosnowiec zremisowało trzeci mecz z rzędu i z faworyta do awansu staje się powoli drugoligowym średniakiem.
Po dwóch wyjazdowych remisach (Bytovia Bytów i Gryf Wejherowo) w Sosnowcu liczono na efektowne przełamanie. Kibice oceniając dokonania zespołu z Kalisza zastanawiali się, czy jest szansa na rekordowe zwycięstwo. Nie tym razem. Co prawda Calisia przyjechała na Stadion Ludowy po sześciu kolejnych porażkach, ale na tle bezbarwnego Zagłębia prezentowała się lepiej niż przyzwoicie.

Sosnowiczanie nie potrafili wywrzeć presji na rywalu. Niby biegali, ale jednak nie za szybko. Niby kombinowali, ale ich akcje były jednak zbyt czytelne.

Z tego marazmu wyrwał miejscowych kibiców gol dla gości. Stawiamy, że Szymon Sobczak w momencie podania był na spalonym. Nie zmienia to jednak faktu, że dynamicznie wbiegł w pole karne i pewnie uderzył obok wyciągniętych rąk Mateusza Struskiego.

- A ja myślę, że jeden obrońca Zagłębia został i spalonego nie było. Wszyscy spisują nas starty, ale my chcemy walczyć - uśmiechał się Sobczak, którego do zespołu z Kalisza wypożyczył Górnik Zabrze.

Zagłębie w formie z rundy wiosennej minionego sezonu rozszarpałoby Calisię na strzępy. Teraz są męki. Wyrównujący gol Radosława Kursy zdobyty tuż przed końcem pierwszej połowy dał nadzieję, że sosnowiczanie przyspieszą i w końcu zagrają skutecznie. Nic takiego jednak się nie stało i zespół ze Stadionu Ludowego dalej męczył kibiców.

Skończyło się remisem, a mogło być jeszcze gorzej, gdyż Bartosz Bujalski trafił z rzutu wolnego w słupek. Struski nawet nie ruszył z miejsca.... - Czujemy niedosyt. I to nawet nie chodzi o ten słupek, ale o przebieg spotkania. Zagłębie w żaden sposób nie potrafiło nam zagrozić. Ich atutem były tylko stałe fragmenty gry - podkreślał Sobczak.

Mirosław Kmieć, trener Zagłębia określił grę swojej drużyny "delikatnym blamażem". - Żeby nie użyć mocniejszych słów. Źle, brzydko, słabo. Nie mieliśmy pomysłu, żeby zmusić rywala do błędu. Naszym sposobem miały być stałe fragmenty lub gra skrzydłami. Niestety, nie było wykonawców do takiej taktyki. Tomek Szatan zagrał na skraju pomocy z przymusu. Takie sytuacje się zdarzają. Musimy się z tym pogodzić. Wielkość można poznać po tym, jak z tej krytycznej sytuacji wyjedziemy. Nie dziwię się krytyce kibiców. Zwalniają się z pracy, uciekają ze szkoły, żeby z nami być. Zawiedliśmy ich - mówił szkoleniowiec.

Zagłębie Sosnowiec - Calisia Kalisz 1:1 (1:1)

Bramki: 0:1 Sobczak (24.), 1:1 Kursa (45.)

Zagłębie: Struski - Grzesik, Jarczyk, Kursa, Ninković Ż - Szatan, Grube, Matusiak Ż, Domański - Tumicz (54. Cyganek), Jankowski.

Calisia: Ludwikowski - Wieczorek, Fechner, Gawlik, Paczkowski - Kuciński Ż (74. Jasiński), Cieślak, Kotwica, Książek Ż (65. Wendzel), Sobczak (88. Ciesielski) - Bujalski (89. Balcerzak).

Sędziował: Łukasz Sobiło (Legnica).

Widzów: 1 500.