Legia Warszawa otwiera drzwi Zagłębiu Sosnowiec. Trwają ważne rozmowy [WYWIAD Z PREZESEM]

- Ta niemoc po porażce wręcz mnie paraliżuje. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym przeżyć cztery przegrane z rzędu - co w przeszłości się przecież zdarzało. Pamiętam, jak wracałem do domu po porażce w Ostrowie Wielkopolskim. Kolega poprosił mnie, żebym się przesiadł, bo wszystkich pozabijam. Nie byłem w stanie prowadzić samochodu - mówi Marcin Jaroszewski, prezes Zagłębia Sosnowiec.
Marcin Jaroszewski, były dziennikarz sportowy, od pół roku zarządza klubem, który ma ambicje być sportową dumą Zagłębia Dąbrowskiego i grać w Ekstraklasie. - Jesteśmy wielkim klubem. Pod względem rozmachu z jakim działamy, bazy, szkolenia dzieci i młodzieży, bijemy drużyny, które już dziś grają w lidze. Problemem jest fakt, że naszą wizytówką jest zespół, który gra dziś tylko w drugiej lidze - podkreśla.

Wojciech Todur: Gdy rozpoczynał Pan pracę w Zagłębiu zapewne miał Pan jakieś wyobrażenia, oczekiwania związane z tym wyzwaniem. W którym miejscu plany najmocniej rozjechały się w zderzeniu z rzeczywistością?

Marcin Jaroszewski: - Nie rozjechały się w ogóle. Jest tak jak myślałem. Więcej, spodziewałem się, że w niektórych obszarach będzie to wyglądało gorzej. Zanim zdecydowałem się zostać prezesem Zagłębia byłem już mocno osadzony w klubowych realiach. Wiedziałem co się dzieje, czego mogę oczekiwać. Na plus na pewno zaskoczyła mnie życzliwość ludzi. Niemal każdego dnia doświadczam bezinteresownej pomocy osób, które kibicują Zagłębiu.

Zadałem to pytanie dlatego, gdyż pamiętam naszą rozmowę telefoniczną, gdy stwierdził Pan, że niemal nie wychodzi z sądu. Przyzna Pan, że to mało piłkarskie zajęcie, jak na prezesa klubu

- Rzeczywiście były takie dni, gdy spędzałem w sądzie wiele godzin. Narzekanie nie ma jednak sensu. Jeżeli jest taka potrzeba, to po prostu to robię.

Czy te sądowe obowiązki mają wspólny mianownik?

- Tak. Dotyczą roszczeń ZUS-u wynikłych z tzw. umów medialnych [sposób na uniknięcie płacenia wysokich składek - przyp.red.]. Takich spraw jest na pewno ponad sto. Klub reprezentuje w sądzie wynajęta kancelaria, która często wnioskuje, żeby kumulować sprawy - tak by odbywały się w jeden dzień. Dzięki temu podczas jednej wizyty w sądzie mogę załatwić dużo więcej.

Czy ZUS i jego roszczenia to dla Zagłębia duży garb finansowy?

- Do zapłaty jest 1,680 miliona złotych. Z odsetkami będzie to około 2,5 miliona. Oczywiście przy założeniu, że rozstrzygnięcie tych spraw będzie dla Zagłębie niekorzystne.

Wróćmy do przyjemniejszych rzeczy. Mówi Pan, że spotyka Pan na swojej drodze wiele życzliwych osób. Może jakieś nazwiska?

- Nie chcę wymieniać. Także dlatego, że mogę kogoś pominąć i przez to urazić. Są to osoby, które już pracowały w Zagłębiu. Środowisko, które wspierało moich poprzedników i teraz także jest blisko klubu. Wielkim oparciem są też dla mnie rodzice dzieci, które trenują w naszej akademii.

To bardzo oddane Zagłębiu osoby. Moja głowa w tym, żeby ich zjednoczyć. Cały czas mamy ze sobą kontakt. Nie ma dnia żebyśmy nie rozmawiali kilka razy i załatwili przy tym ważne dla Zagłębia sprawy.

Czasami jest to pomoc wymierna. Tak, jak wtedy, gdy dwóch rodziców kupiło dla naszej akademii piłki nożnej 130 piłek. Innym razem takie osoby poświęcają dla klubu swój wolny czas. Ta grupa ma duży potencjał. Warto go wykorzystać.

Uchodzi Pan za człowieka, który szybko zapala się do nowych pomysłów, ale gdy wyniki nie przychodzą, to traci Pan entuzjazm. Pana dawni współpracownicy zapamiętali, że gdy coś nie szło po Pana myśli, to lepiej było nie wchodzić Panu w drogę. Klub piłkarski to tymczasem miejsce, gdzie w cenie jest cierpliwość. Jak to się ma do Pana charakteru?

- Nie mam z tym problemu. Człowiek z czasem dojrzewa. Jak się ma lat 20, 25, czy 30 lat, to człowiek się denerwuje szybciej, a czasami zachowuje wręcz głupio. Fakt, zdarzało mi się eksplodować. Działo się to jednak zawsze wtedy, gdy zawodził czynnik ludzki. Coś nie szło po mojej myśli, bo innej osobie się nie chciało, była leniwa, czy coś zaniedbała. Najgorzej było wtedy, gdy w takiej sytuacji taka osoba na dodatek zwalała winę na kogoś innego. W Zagłębiu jeszcze nie eksplodowałem, więc źle nie jest.

Mam jednak wrażenie, że spotkał Pan już w klubie osobę, na której się Pan zawiódł. Myślę o kierowniku ds. bezpieczeństwa.

- Nasze drogi rzeczywiście już się rozeszły, a na odchodnym obiecałem temu panu [Jarosławowi Mędrzykowi - przyp.red.], że nie będę się wypowiadał na jego temat w mediach. W klubie jest już nowy kierownik ds. bezpieczeństwa [Grzegorz Witek - przyp.red.]. Mam nadzieję, że praca zespołowa na linii kibice, kierownik, służba ochroniarska, policja miejska i wojewódzka będzie teraz zmierzać w dobrym kierunku. Że kibice będą się czuli na naszym stadionie komfortowo od chwili wejścia na obiekt. Wszystkie służby ochrony, jak sama nazwa wskazuje, mają służyć, a nie być pierwszym organem represji. Kibic natomiast to osoba, którą szanujemy i o nią dbamy. Tyle, że to nie zmienia faktu, że kibic nie może łamać prawa. Te grupy muszą się spotkać w pół drogi, tak, żeby wszyscy byli zadowoleni.

Pana Zagłębie to klub, który pod względem szkolenia młodzieży ściśle współpracuje z Legią. Osoby przeciwne takiemu mariażowi powtarzają, że Legia będzie dzięki temu drenować lokalny rynek, a jeżeli Zagłębiu trafi się piłkarska perełka, to taki zawodnik nie zdąży nawet zadebiutować w pierwszej drużynie, a już będzie graczem Legii.

- To znaczy, że mamy źle szkolić? Może na poziomie trzeciej, czy piątej ligi? Naszym celem jest szkolenie w Sosnowcu chłopców, którzy w przyszłości będą spełniać swoje piłkarskie marzenia, czyli grać w ekstraklasie. Naszym celem jest budowa drużyny opartej na wychowankach, która będzie grać na miarę naszych marzeń. Oczywiście, że może zdarzyć się tak, że utalentowany zawodnik odejdzie z Zagłębia zanim zdążą poznać go kibice. Tyle, że dzięki szkoleniu na wysokim poziomie za jego plecami będzie stało dziesięciu innych, którzy w Zagłębiu już zagrają.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Legia ma w Polsce taką pozycję, że jeżeli chce jakiegoś zawodnika, to go prostu bierze. Płaci ekwiwalent i bierze. Realia bowiem są takie, że na 100 naszych chłopaków 99 chce grać w Legii. Umowa o współpracy nie ma tu nic do rzeczy. Umowa może tylko pomoc, gdyż dzięki niej mamy nad takimi zawodnikami kontrolę. Jeżeli będą musieli się ograć, nabrać doświadczenia, to właśnie dostaną taką szansę w Zagłębiu. Jeżeli z czasem trafią do bogatszego klubu, to Zagłębie będzie partycypować w zyskach z transferu.

Tworzymy system, który daje nam bezpieczeństwo.

Współpraca z Legią zakłada również, że warszawski klub pomoże Zagłębiu w pozyskiwaniu sponsorów, a w przyszłości być może wskaże nawet nowego właściciela klubu. Czy Legia wywiązuje się z tego zapisu umowy?

- W liście intencyjnym pomiędzy klubami znalazło się zdanie, że w tym temacie "Legia dołoży starań". W moim odczuciu tak się właśnie dzieje. Legia otworzyła Zagłębiu wiele drzwi. Jesteśmy na etapie rozmów, nie mówię, że z potencjalnym nowym właścicielem, czy sponsorem strategicznym klubu, ale są to rozmowy ważne. Jeżeli zamkniemy się tylko na rynek lokalny, to jesteśmy skazani na porażkę.

Realia na dziś są takie, że bez pomocy miasta Zagłębia nie ma. Można powiedzieć, że klub ma w mieście otwartą linię kredytową. Miasto koncentruje się przede wszystkim na piłce, a ostatnią ofiarą takiej polityki jest upadek hokejowego Zagłębia. Ile miasto może jeszcze zainwestować w klub? Na pierwszą ligę może jeszcze wystarczy. Co jednak dalej? Czy ten wysiłek ma w ogóle sens? Celem nie jest przecież pierwsza liga tylko Ekstraklasa, bo takie są ambicje...

- Zagłębie ma ambicje... Co to w ogóle znaczy? Zagłębie to nie jest przecież coś co można dotknąć, czy przytulić. Kto więc ma te ambicje? Ja mam, kibice, władze miasta... To jednak jeszcze za mało, żeby stworzyć klub na miarę naszych marzeń. By tak się stało musimy iść w jednym kierunku - jedną drogą, a nie każdy swoją. Musi się też znaleźć ktoś, kto poprowadzi Zagłębie. Ktoś komu można zaufać. I taką osobę chcę być ja. Zaufanie można zyskać tylko ciężką pracą. Chcę zarządzać klubem, który się nie zadłuża. Który mądrze dobiera piłkarzy do budżetu, jakim dysponuje.

Potencjał naszego regionu jest duży. Zagłębie to przecież nie tylko Sosnowiec. To także Będzin, Dąbrowa Górnicza, Czeladź, Sławków. Na meczach widzę też osoby z Olkusza. W naszym regionie mieszka ponad 600 tysięcy ludzi. Zagłębie to wciąż marka, która dobrze się kojarzy. Mu teraz musimy tej marce dorównać. Tak, żeby kibic z naszego regionu mógł pojechać na wakacje i powiedzieć z dumą - "Tak. Kibicuję Zagłębiu".

Mam nadzieję, że mi się to uda. Że będzie wynik sportowy. Że nasza akademia będzie się rozwijała. Wtedy damy sobie szansę na znalezienie sponsorów i grę w Ekstraklasie.

Podczas jednego ze spotkań z kibicami - a Zagłębie remisowało wtedy mecz za meczem - stwierdził Pan, że na koniec sezonu będzie awans. Dalej Pan w to wierzy?

- Nie chcę o tym mówić głośno, bo trener Smyła mnie zabije (śmiech), ale tak właśnie jest. Nie byłbym sobą, gdybym nie wierzył. Nie wiem jak to działa, ale gdy rozbrzmiewa pierwszy gwizdek meczu, to ze mnie ulatuje racjonalne myślenie. Nawet remis powoduje, że przez tydzień - do kolejnego meczu - nie potrafię normalnie funkcjonować w klubie i w domu.

Był taki moment, gdy bardzo obawiałem się o nasza pozycję po zakończeniu rundy jesiennej. Nie potrafiłem sobie wtedy wyobrazić, jak spędzę święta, zimowe ferie.. Po porażkach czuję się tak, jakbym miał grypę. Wszystko mnie boli. O! To jest właśnie to czego się nie spodziewałem! Nie spodziewałem się, że będę reagował na niepowodzenia aż tak emocjonalnie. Tak mocno!

Ta niemoc po porażce wręcz mnie paraliżuje. Lekarstwo jest jedno - wygrana w kolejnym meczu.

Nie wyobrażam sobie, że mógłbym przeżyć cztery porażki z rzędu - co w przeszłości się przecież zdarzało. Pamiętam, jak wracałem do domu po przegranej w Ostrowie Wielkopolskim. Kolega poprosił mnie, żebym się przesiadł, bo wszystkich pozabijam. Nie byłem w stanie prowadzić samochodu.

Jak będzie wyglądało Zagłębie w rundzie wiosennej. Trener Mirosław Kmieć w chwili, gdy podziękował mu Pan za pracę, mówił, że popełnił błąd. Postawił na piłkarzy do nauki, a potrzeba było doświadczonych graczy.

- Pamiętam rozmowę z trenerem Kmieciem przed rozpoczęciem sezonu. Mówił, że jest w stanie grać na miarę oczekiwań dwunastoma, trzynastoma zawodnikami. Mówił, że nie potrzebuje wzmacniać pierwszej drużyny. Jego zdaniem wzmocnień potrzebowała kadra zespołu.

Trzon drużyny udało się utrzymać. Odszedł Dawid Ryndak - bo nie byliśmy w stanie sprostać jego oczekiwaniom finansowym. Straciliśmy też Dawida Kudłę, ale w tym wypadku nie mogliśmy nic zrobić, bo nasz bramkarz dostał ofertę z Pogoni Szczecin, czyli z Ekstraklasy. Kontuzja wyłączyła też z gry Wołodymyra Ostrouszke. Przyszli jednak nowi. Kudłę zastąpił Mateusz Struski. Ostrouszkę Radosław Kursa, który grał wcześniej w lidze. Za Ryndka przyszedł Rafał Sadowski. Zaryzykuję stwierdzenie, że zespół został - w porównaniu z minionym sezonem - minimalnie wzmocniony. Gdzie więc tkwił błąd?

Popełniliśmy go wspólnie. Może za bardzo oparłem się na opinii trenera? Może on za bardzo uwierzył w zespół? Dobrze, że wierzył, ale jeszcze raz się okazało, że dopływ świeżej krwi jest konieczny, bo wzmaga konkurencję.

No więc, po jakich piłkarzy Zagłębie sięgnie zimą?

- Szanujemy zawodników, których mamy dziś w kadrze, ale chcemy im pomóc i zakontraktować trzech, czterech doświadczonych graczy. Takich, których nie trzeba testować. W kadrze Zagłębia jest kilku pewniaków, ale oni też potrzebują rywalizacji. Piłkarzy na swoim poziomie, a może i lepszych. Jeżeli czasem usiądą na ławce, to przecież też nic złego się nie stanie.

A z kim się rozstaniecie?

- Rozmawiamy na ten temat. Można powiedzieć, że doszedłem do porozumienia z Ostrouszką. Jesteśmy też na etapie rozwiązywania kontraktu z Adrianem Markiem. Szukamy również klubów naszym młodzieżowcom, a także starszym zawodnikom, którzy dotąd grali tylko ogony. Zastanawiamy się jeszcze nad kilkoma piłkarzami. Nad tym czy dać im kolejną szansę, czy może powiedzieć, że Zagłębie było ich Everestem. Everestem, którego nie byli wstanie zdobyć.

Gorące newsy i złośliwe komentarze. Dołącz do nas na Facebooku >>