Czesław Uznański, wybitny piłkarz Zagłębia Sosnowiec nie żyje

Strzelec pierwszej bramki na Stadionie Ludowym przeżył 83 lata.
Jesteś kibicem z Zagłębia? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Czesław Uznański w barwach Zagłębia wystąpił w 212 ligowych spotkaniach (w tym 190 w starej I lidze, czyli dzisiejszej ekstraklasie) i strzelił 49 bramek. Zdobywał wicemistrzostwo Polski (1955 i 1964), a także Puchar Polski (1962 i 1963). Następnie pracował na Stadionie Ludowym, jako trener pierwszej drużyny, zespołu rezerw, a także grup młodzieżowych.

?Prezes? z Sosnowca

W latach 50. Uznański był dumą Sosnowca. Silny, obdarzonym skutecznym strzałem z obydwóch nóg piłkarz był asem atutowym drużyny. Jego ulubioną pozycją był środek ataku. - Ale zdarzało się też, że grałem na prawym łączniku - opowiadał nam kilka lat temu.

Syn Stanisława, hutnika z huty Milowice wychował się na tzw. Złodziejowie (część dzielnicy Pogoń granicząca z Piaskami i Milowicami). - Gdy skończyła się wojna miałem 15 lat. To były trudne czasy. Można było łobuzować, ale i zająć się sportem. Wybrałem piłkę i klub Czarni Sosnowiec. Graliśmy na dawnym stadionie przy alei Mireckiego. Trudno mówić o trenowaniu, bo nie mieliśmy żadnego trenera - wspominał. Uznański próbował też swoich sił w hokeju na lodzie, rozegrał nawet jeden mecz w III lidze.

W roku 1947 Czarni połączyli się z RKU Sosnowiec, które w kolejnych latach w skutek licznych zmian przekształciło się w Stal, a po 1962 roku w Zagłębie. Przez te wszystkie lata Uznański był czołowym napastnikiem drużyny z Sosnowca. W ekstraklasie strzelił 42 bramki (5. miejsce na liście najlepszych snajperów w historii klubu).

Zagłębie opuścił tylko na moment, gdy władze nakazały mu odsłużyć wojsko w OWKS Kraków. - Do końca nie było to takie złe, bo to była wtedy jedna z najlepszych drużyn w kraju. W 1953 roku zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski. Musiałem być dobry, bo jak skończyłem służbę, to nie chcieli mnie puścić do Sosnowca - wspominał.

Zdaniem Uznańskiego to właśnie w czasach krakowskich przylgnął do niego pseudonim "Prezes". Z czego to wynikało? A ja to wiem? - śmiał się. - Może to dlatego, że zawsze miałem wiele do powiedzenia na boisku i poza nim - dodał. W Sosnowcu był wieloletnim kapitanem drużyny (opaskę przejął od Mariana Masłonia).

Starsi sosnowiczanie wspominają, że "prezesowanie" Uznańskiego brało się z jego charakteru i... wyglądu. Jego twarz nie była obliczem beztroskiego 20-latka, było w niej coś groźnego. "Prezes" nie bał się nikogo, a dodatkowo był duszą towarzystwa. Wielkim zwolennikiem jego talentu był m.in Jan Ciszewski, legendarny sprawozdawca sportowy z Sosnowca. - Ciężko było przejść przez ulicę, żeby mnie ktoś nie zaczepił. A na treningi chodziłem wtedy pieszo - uśmiechał się.

Uznański miał posłuch w drużynie nie tylko z powodu umiejętności piłkarskich, ale i wykształcenia - jako jeden z nielicznych piłkarzy w tamtym okresie zdał bowiem maturę. Skończył Liceum Handlowe przy ulicy Brackiej w Sosnowcu. Rzadko trafiał na czołówki gazet z innych powodów niż efektowne bramki. Bohaterem małej afery był tylko raz, gdy nie wrócił razem z kadrą z zagranicznego zgrupowania. Działacze klubu z Sosnowca bali się, że Uznański uciekł, tymczasem okazało się potem, że... pomylił drogę na dworzec.

Sauna na Ludowym

Uznańskiemu z trudem przychodziło wspominanie dawnych czasów. - Bramki, statystyki... Nigdy nie przywiązywałem do tego większej wagi. Ostatni raz rozmawiałem z dziennikarzem... ze 40 lat temu. Tak, to musiało być wtedy, gdy postanowiłem skończyć karierę - mówił.

Zanim powiesił buty na kołku rozegrał jednak wiele znakomitych spotkań. Pierwszego meczu na Ludowym i swojej bramki w inauguracyjnym spotkaniu z Gwardią Bydgoszcz, który odbył się 21 października 1956 roku (1:1) nie pamięta. - To już tyle lat panie - machał ręką. - Pamiętam tylko, że to było wielkie święto. Na trybunach chciał usiąść każdy mieszkaniec z Sosnowca. Ludzi ciekawiło już to miejsce, gdy stadion powstawał. Chodziły tam wycieczki. Piłkarze też tam chodzili, ale nie przypominam sobie, żebym sypał wały. Trybuny, murawa - oj bardzo nam się podobały. Najważniejszy był jednak pawilon klubowy. Na Mireckiego myliśmy się w zimnej wodzie, a na Ludowym mieliśmy luksusy - prysznice, mały basen, a chyba nawet i sauna była - opowiadał. Ludowy nie był jednak szczęśliwym miejscem dla piłkarzy Stali, to właśnie na tym obiekcie sosnowiczanie zaznali goryczy spadku w roku 1958.

Potem, gdy zespół walczył o powrót do elity, wiele meczów na powrót rozgrywał na starym boisku Stali. - Czy to była sprawa pecha? Graliśmy słabo i tyle. Z drugiej strony na Mireckiego trybuny były znacznie bliżej boiska, a doping aż nam dudnił w uszach - mówił.

"Prezes" miał doświadczenie w "otwieraniu" nowych stadionów. Kilka tygodni przed pierwszym meczem na Ludowym zagrał bowiem w inauguracyjnym spotkaniu na Stadionie Śląskim. 22 lipca 1956 roku, w obecności 100 tysięcy widzów, Polska przegrała z NRD 0:2. - Ogrom tego stadionu przytłaczał. Co to był za widok! Do dziś dziękuję trenerowi Ryszardowi Koncewiczowi, że dał mi szansę gry w tym spotkaniu - wspominał.

Uznański zagrał jeszcze w dwóch meczach w reprezentacji. Przeciwko Węgrom (1:4) i Norwegii (5:3) w 1956 roku. - Więcej grałem za to w spotkaniach kadry B - przypominał. Trudno było mu się przebić do podstawowej jedenastki, bowiem za konkurentów miał tak znakomitych piłkarzy jak: Gerard Cieślik, Lucjan Brychczy, Ernest Pohl czy Henryk Kempny. Żałuje, że nie strzelił żadnej bramki.

Gole zdobywał za to dla Stali i Zagłębia. Były to zazwyczaj historyczne bramki: pierwszy gol na Ludowym, pierwszy w I lidze (w 27. minucie inauguracyjnego spotkania z Górnikiem Radlin 4:0 z 20 marca 1955 r.). Uznański zapisał się też na liście strzelców w spotkaniu z Polonią Warszawa (7:1), które przesądziło o historycznym awansie Stali do piłkarskiej elity. W 1955 dzięki trafieniu "Prezesa" w meczu CWKS-em z Stal była przez 12 minut mistrzem Polski. Wyrównał jednak Brychczy i tytuł pojechał do Warszawy.

Ukraina w nagrodę

Uznański najwyżej cenił sobie bramki zdobyte w meczach przeciwko Górnikowi Zabrze, Legii Warszawa i Ruchowi Chorzów. - W lidze grało wielu znakomitych obrońców, ale najtrudniej było mi przechytrzyć Romana Korynta z Legii. Był szybki, zwinny i zawzięty, że hej - podkreślał.

To właśnie przeciwko Legii "Prezes" zdobył gola, o którym huczało potem w całej Polsce. Działo się to w roku 1962. - To już była runda rewanżowa. Na trybunach usiedli Aleksander Zawadzki [pochodzący z Dąbrowy Górniczej, ówczesny przewodniczący Rady Państwa PRL - przyp. red.], Edward Gierek, a także Stefan Skrzydło - prezydent Sosnowca. Gol był piękny. Piłka uderzona sprzed pola karnego trafiła w samo okienko. Prawda o tej bramce jest jednak taka, że po prostu nie miałem do kogo zagrać, bo tak naprawdę chciałem wtedy dośrodkować. Nikt jednak nie biegł za akcją, no to myślę - uderzę! I wpadło - śmiał się.

Takie sytuacje zdarzały się jednak rzadko, bo "Prezes" nie dawał się ponosić emocjom. Starsi kibice wspominają, że nigdy nie dał się kopnąć w kostkę. - Na boisku starałem się być opanowany i przede wszystkim myśleć - wyjaśniał. Poprowadził Stal, a potem Zagłębie do tytułu wicemistrza Polski ('55) i dwóch Pucharów Polski ('62 i '63). U szczyty kariery był prawdopodobnie w roku 1962, gdy zespół z Sosnowca ograł Górnika Zabrze w finale Pucharu Polski (2:1). W nagrodę Zagłębie stało się pierwszym reprezentantem Polski w Pucharze Zdobywców Pucharów. Sosnowiczanie nie zawojowali europejskich rozgrywek. Odpadli z dalszej rywalizacji po porażce 0:5 i remisie 0:0 z silnym wówczas węgierskim klubem Dozsą Ujpest Budapeszt. - A chce Pan wiedzieć, jakie wtedy dostawaliśmy premie za wygrane mecze? - pytał. - Za pierwsze wicemistrzostwo był rower. Taka ukraina - śmiał się.

Z wizytą w Pekinie

Podczas naszego spotkania Uznański wyjął z szafki wielkie pudło pełne zdjęć. Zespół na zgrupowaniu w Bułgarii, wycieczka po placu Czerwonym w Moskwie, Zagłębie na placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie. - Trochę się zwiedziło. Myślę, że byliśmy prawie we wszystkich krajach demokracji ludowej... - przekładał kolejne zdjęcia. "Prezes" zaznacza, że dobre czasy dla klubu z Sosnowca nadeszły wraz z rokiem 1962, gdy Stal przemianowano na Zagłębie, a drużyną zaopiekowały się miejscowe kopalnie. Uznański chwali też sobie górniczą emeryturę, z której utrzymuje się na stare lata.

- Opieka Edwarda Gierka bardzo dużo wtedy znaczyła. Żył naszymi meczami, ale co ciekawe - nigdy nie zaglądał do szatni - podkreślał.

Także dzięki protekcji Gierka klub z Sosnowca wyjechał w 1964 roku na tournée do Stanów Zjednoczonych, gdzie zdobył Puchar Interligi Amerykańskiej. - Byliśmy wtedy w doskonałej formie. Gdybyśmy grali na takim samym poziomie w lidze, mistrzostwo Polski mielibyśmy w kieszeni - zapewnił.

Podczas pobytu w Chicago Uznański miał okazję poznać samego Jana Kiepurę. - Zszedł do nas do szatni na stadionie Soldier Field. Z każdym się przywitał. Zagrzewał do walki - opowiadał.

Uznański na dobre pożegnał się z Zagłębiem w roku 1965. Ostatni mecz o punkty rozegrał w wieku 35 lat. Pod koniec kariery pełnił rolę mentora dla młodszych zawodników. To on wprowadzał do zespołu Andrzeja Jarosika - najskuteczniejszego strzelca w historii Zagłębia - czy Jerzego Pieloka, wychowanka Słowiana Katowice.

W końcu został trenerem. - Trochę pomagałem przy pierwszej drużynie, ale tak naprawdę odpowiadałem za jedną z grup młodzieżowych. Prowadziłem chłopaków od trampkarza do juniora. Bardzo miło było - mówił.

Ostatnie pożegnanie

Pogrzeb Czesława Uznańskiego odbędzie się w najbliższy piątek, 21 marca, o godzinie 13., w kaplicy cmentarnej przy Al. Mireckiego w Sosnowcu.

Skomentuj:
Czesław Uznański, wybitny piłkarz Zagłębia Sosnowiec nie żyje
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX