Prezes Zagłębia Sosnowiec: Zespół przeżywa trudne chwile, nie będę go rozwalał [WYWIAD]

Marcin Jaroszewski, prezes Zagłębia Sosnowiec, mimo dwóch ligowych porażek z rzędu apeluje o spokój. - Zespół przeżywa trudne chwile. Nie będę mu teraz jeszcze dokładał i rozwalał od środka - mówi w rozmowie ze ŚLĄSK.SPORT.PL.
Zagłębie zawodzi na starcie sezonu. Zespół gra słabo. Sosnowiczanie polegli dwa razy w lidze, zostali też wyeliminowani z Pucharu Polski.

Wojciech Todur: Kiedyś powiedział pan, że po porażce Zagłębia przez tydzień jest chory, nie do życia. No to po dwóch z rzędu pewnie nie rusza się pan z łóżka...

Marcin Jaroszewski, prezes Zagłębia: Na pewno nie można mówić o pełnym spokoju, ale dalecy jesteśmy też od paniki. Latem w drużynie zostało wymienionych wiele ogniw. Spodziewaliśmy, że zespół nie będzie grał od początku na miarę oczekiwań. Wierzyliśmy jednak, że jeżeli przyjdą słabsze mecze, to nie będą kończyły się porażkami... Przegrane z Legionovią i Okocimskim bolą podwójnie, gdyż były to jednak drużyny klecone naprędce. Nic to, wyścig dopiero wystartował. Jedzie peleton. Ucieczki nie ma. Mamy swój plan i musimy się go trzymać.

Złość kibiców skupia się przede wszystkim na trenerze Mirosławie Smyle. Jak pan ocenia jego pracę?

- Trener Smyła przyszedł do klubu jesienią minionego roku, gdy drużyna była poważnie zagrożona spadkiem z ligi. Pracował jednak na tyle skutecznie, że wiosną pojawiła się nawet szansa na awans. Tak, przytrafiły mu się dwie ligowe porażki z rzędu, ale wcześniej Zagłębie potrafiło też wygrywać seriami. Smyła to nie jest szkoleniowiec, który wejdzie do szatni i pokrzyczy pięć minut - zabije, zniszczy zespół i uzna, że jest po sprawie. To długodystansowiec. Spokojnie realizuje swój plan, a ja wierzę w jego efekty. Przed nami jeszcze masa spotkań. Gdzie tam do końca listopada?

To może popełniono błąd przy budowie zespołu?

- Zrobiliśmy to, co uważaliśmy za słuszne. Chcieliśmy stopera, który będzie jednocześnie pierwszym rozgrywającym, więc pojawił się Krzysztof Markowski. Chcieliśmy doświadczonego zawodnika, który będzie autorytetem nie tylko na boisku, ale i w szatni... Jest Sebastian Dudek. Brakowało napastników? Są Jakub Arak i Piotr Giel. Chcieliśmy wzmocnić skrzydła? Wrócił Dawid Ryndak. Pozostał Mateusz Wrzesień. Udało nam się zatrzymać zawodnika, który wciąż uchodzi za nadzieję polskiej piłki, czyli Przemysława Mizgałę. Mamy silny skład, więc mamy prawo oczekiwać zwycięstw. Teraz przegrywamy, a siedem lat, które spędziliśmy dotąd w drugiej lidze, tylko podsyca złe emocje.

W Zagłębiu w ostatnich latach sięgano po wielu szkoleniowców. Nie sprawdził się ambitny i na dorobku Leszek Ojrzyński. Nie wyszło doświadczonemu Jerzemu Wyrobkowi. Polegli związani emocjonalnie z klubem i regionem Piotr Pierścionek oraz Mirosław Kmieć. Dlaczego tak się dzieje?

- Dlatego, że żadnemu z nich nie dano popracować dłużej. Proszę spojrzeć na Bytovię czy Chrobrego Głogów, z którymi przegraliśmy ostatnio walkę o awans do pierwszej ligi. Tam budowano drużyny trzy, cztery lata. My jesteśmy na początku tej drogi. Nie mówię, że będziemy czekać na awans cztery lata, ale na pewno potrzeba nam trochę spokoju i cierpliwości. To apel do nas wszystkich, do mnie też. Bo ja również łapię się na tym, że tej cierpliwości zaczyna mi brakować. Proszę rozejrzeć się wokół siebie. Zawodzą GKS Katowice i GKS Tychy. Arka Gdynia - pretendent do awansu do Ekstraklasy - obudziła się dopiero w trzeciej kolejce. Taka jest piłka - trochę wredna, nieprzewidywalna, ale wciąż piękna. Wierzę, że w Zagłębiu wszystko zmierza w dobrą stronę. Nie czas na ferowanie wyroków. Zespół przeżywa trudne chwile. Nie będę mu teraz jeszcze dokładał i rozwalał od środka. Po porażce w Legionowie wszedłem do szatni i powiedziałem, że nie będę krytykował drużyny, by potem - po dwóch wygranych z rzędu - rzucać się zawodnikom na szyje. Czekam spokojnie na te dwie wygrane. 

Gorące newsy i złośliwe komentarze. Dołącz do nas na Facebooku >>

Więcej o: