W Sosnowcu powstanie nowy Stadion Ludowy. Wizytówką miasta mają być piłkarze Zagłębia [WYWIAD]

Nowy prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński w rozmowie ze ŚLĄSK.SPORT.PL ocenia sportowy stan posiadania miasta. Zapowiada też budowę silnego Zagłębia, a także nowego stadionu i hali.
Jesteś kibicem z Zagłębia? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Piłka nożna zawsze była w Sosnowcu sportem numer jeden. Wszyscy mamy już dosyć tułaczki po drugiej lidze - mówi prezydent z rozmowie z Wojciechem Todurem.

Wojciech Todur: Za czasów prezydentury pana poprzednika Kazimierza Górskiego krytykowałem dokonania sosnowieckich klubów. A jak pan je ocenia?

Arkadiusz Chęciński: Patrząc na sosnowiecki sport przez pryzmat historii i tradycji, to jest słabiutko. Stan posiadania niby nie jest taki zły. Grają piłkarze, hokeiści, siatkarze, koszykarze... Tyle, że grają na bardzo przeciętnym poziomie. To także pokłosie finansowych możliwości miasta i firm, które działają w naszym regionie. Wyraźnie brakuje nam lokomotywy. Klubu, który sprawi, że mieszkańcy Sosnowca i okolic znowu poczują się dumni z tego, że mają zespół, o którym jest głośno w całej Polsce.

Który klub ma być, według pana, taką lokomotywą?

- Nie ma co się długo zastanawiać. Piłkarze Zagłębia. Piłka nożna zawsze była w Sosnowcu sportem numer jeden. Wszyscy mamy już dosyć tułaczki po drugiej lidze. Pustych trybun i słabych meczów. Minimum to pierwsza liga. Awans to szansa na rozwój i większe pieniądze od sponsorów.

Ale to tak nie działa. Nawet w Ekstraklasie klubom brakuje pieniędzy. W naszym regionie Górnika Zabrze, Piasta Gliwice, czy Podbeskidzia Bielsko-Biała nie byłoby bez pomocy miasta.

- Zgadzam się, ale jednak po awansie możliwości są większe. Jest wtedy szansa, że znajdziemy sponsorów nie za 5, ale 50 tysięcy złotych miesięcznie. Pojawią się wpływy - małe, ale jednak - ze sprzedaży praw telewizyjnych. Miasto chce awansu Zagłębia i nadal będziemy pomagać klubowi. Pomagać i nadzorować, czy rozsądnie wydaje nasze wspólne pieniądze. Możemy zrobić tylko i aż tyle. Jak patrzę z boku na ostatnie dokonania piłkarzy Zagłębia, to myślę, że łatwiej wybudować jednak stadion niż drużynę.

I wybuduje pan stadion?

- Chcę to zrobić. Sosnowiec to duże, 200-tysięczne miasto, które zasługuje na nowy obiekt. Nie przekonują mnie słowa przeciwników tego pomysłu, którzy powtarzają, że miasto nie powinno brać na swoje barki tak drogiej inwestycji. Sprawiać prezent piłkarzom i kibicom. To ja może zapytam, czy kibiców pyta ktoś o zdanie, gdy miasto dotuje teatr. Stadion to także scena, miejsce, które odwiedza się po to, żeby się zrelaksować. Nasi mieszkańcy potrzebują różnych rozrywek. W czasie kampanii wyborczej podchodziło do mnie wiele osób i pytało, czy wybuduję stadion. I żeby było jasne - to nie byli tylko młodzi ludzie z szalikami. Stadionu chcą też ludzie starsi, którzy pamiętają sukcesy Zagłębia.

Jak chce się pan zabrać do realizacji tego ambitnego projektu?

- W najbliższych tygodniach powstanie harmonogram prac. Chciałbym, żeby obiekt powstał na Kresowej, czyli tam gdzie znajduje się obecnie Stadion Ludowy. Pierwszym etapem będzie ogłoszenie przetargu na realizację koncepcji. Następnie czekają nas konsultacje społeczne. Musimy pokazać mieszkańcom, co wymyśliliśmy i ile będzie to kosztować. Sam myślę o budowie obiektu na 12 ty. miejsc.

Chciałby pan wybudować stadion ze środków własnych miasta?

- Na to nas nie stać. Wiem jednak jak to zrobić. Gdy byłem wicemarszałkiem województwa śląskiego, odpowiadałem m.in. za budowę Stadionu Śląskiego. Gdy rozpoczynałem pracę, to w spadku nie dostałem niemal nic. Opracowaliśmy na nowo dokumentację, pozyskaliśmy pieniądze, w końcu ruszyły też i prace. W 2016, a najdalej w 2017 roku Śląski będzie gotowy. Tak, województwo śląskie będzie jeszcze długo spłacać tę inwestycję. Ale nawet przy biednym, napiętym budżecie może się to odbywać bez szkody dla innych wydatków. W Sosnowcu będzie podobnie. Na pewno powołamy spółkę odpowiedzialną za realizację tej inwestycji. Podoba mi się model tyski, gdzie miasto powołało specjalną spółkę nadzorującą budowę stadionu. Dzięki temu można odzyskać podatek VAT, a uzyskane w ten sposób pieniądze miasto inwestuje w sekcje GKS-u. Chciałbym zrobić tak samo.

Sosnowiec potrzebuje nie tylko stadionu, ale i hali sportowej...

- W rozmowie z prezydentem Będzina [Łukaszem Komoniewskim - przyp. red.] zaproponowałem ostatnio temat budowy wspólnej hali sportowej na granicy naszych miast. Prezydent stwierdził, że ta oferta go zaskakuje, ale jest ciekawa. Taki wspólny projekt dawałby większą szansę na realizację inwestycji, a potem znacząco ułatwiłby utrzymanie obiektu.

Będzin chce przecież budować własną halę. Nawet miejsce jest już znane - tuż obok stadionu Sarmacji.

- Od pomysłu do realizacji jeszcze daleka droga. Jest jeszcze czas, żeby rozmawiać. Jeżeli ten pomysł nie wypali, to będziemy się zastanawiać nad innym rozwiązaniami. Sosnowiec potrzebuje i hali, i stadionu.

Czy Sosnowiec chce rywalizować w sporcie z innymi zagłębiowskimi miastami?

- Jestem zwolennikiem strategii, powstałej za czasów mojego poprzednika. Zagłębiowskie miasta powinny podzielić się klubami i sekcjami, które będą wspierać. Ubolewam, że Płomień Sosnowiec nie gra dziś w PlusLidze, a koszykarze Zagłębia w Tauron Basket Lidze. Fakty są jednak takie, że znaleźliśmy się w cieniu siatkarzy MKS-u Banimex Będzin, koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza i siatkarek Tauronu Banimex MKS-u Dąbrowa Górnicza. Przestańmy się z nimi ścigać. Działajmy tak, żeby się wspierać.

Moim zdaniem, ten plan wygląda dobrze tylko na papierze. Nie można grzebać takich marek jak Płomień, czy Zagłębie tylko dlatego, że za miedzą wyrosła nowa konkurencja.

- Stało się tak z powodu błędów popełnionych w minionych latach. Siatkarze Płomienia przecież jeszcze kilka lat temu grali w elicie. Przyszedł trudny moment, którego nie udało się przeczekać. Władzom miasta i właścicielowi klubu zabrakło cierpliwości. Nie udało się utrzymać sponsora [Polskiej Energii - przyp. red.]. Nie myślano o rozbudowie infrastruktury. Lekką ręką wycofano z rozgrywek zespół, który mógłby być dziś sportową wizytówką miasta. Podobnie jest z koszykówką. Połączmy siły. Jeżeli nie stać nas dziś na Zagłębie w Tauron Basket Lidze, to skoncentrujmy się na szkoleniu młodzieży, a potem najbardziej utalentowanych wychowanków przekazujmy do najsilniejszego klubu w regionie. Przeczekajmy trudny czas, a gdy pojawi się ku temu możliwość - czytaj sponsorzy - pomyślimy o sukcesach.

Co z hokejem? Tutaj Zagłębie nie ma akurat żadnej konkurencji.

- Chociaż nie jestem wielkim zwolennikiem hokeja, to bardzo bym chciał, żeby się rozwijał. Aby tak się stało, trzeba mieć gdzie grać. Tymczasem Stadion Zimowy nie dość, że jest przestarzały, to nie może pomieścić wszystkich chętnych.

Również dlatego, że w Sosnowcu od lat gości Szkoła Mistrzostwa Sportowego.

- Szkoła to także szansa na rozwój Zagłębia.

W jaki sposób?

- Jestem po rozmowie z prezesem Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Związkowi też zależy na rozbudowie i poprawie bazy w Sosnowcu. Bez pieniędzy z zewnątrz to się nie uda. Zaznaczam, że to były bardzo wstępne rozmowy, ale zrodził się pomysł, żeby SMS dołączył w niedalekiej przyszłości do ekstraligi. Młodzi zawodnicy mieliby wtedy większe możliwości na podnoszenie swoich umiejętności. Taki młody zespół miałby ciężką przeprawę z zawodowcami, dlatego mógłby zostać wzmocniony doświadczonymi zawodnikami Zagłębia. Powstałby więc zespół, to luźna propozycja, "Zagłębia-Orlęta Sosnowiec". Byłaby więc szansa na rozwój sportowy i poprawę infrastruktury.

Nie podoba mi się ten pomysł. SMS to nie jest klub, lecz drużyna, do której inne kluby oddają na pewien czas swoich zawodników. Kibice potrzebują drużyny, z którą będą się identyfikować. A co z wychowankami Zagłębia? Przecież w takich "Orlętach" zagrają tylko nieliczni, a może i nikt.

- To lepiej, żeby grali wszyscy? Jak leci? Przecież nawet Leszek Tokarz w niedawnej rozmowie z "Gazetą Wyborczą" mówił, że teraz wystarczy jako tako jeździć na łyżwach, żeby zagrać w pierwszej lidze. Tak to ma wyglądać? Przecież to przez takie realia hokej stał się niszową dyscypliną sportu. Taki klub będzie szansą na rozwój dla najbardziej uzdolnionych. Nigdy nie jest tak, że wychowankowie wchodzą do pierwszej drużyny szeroką ławą. Mój syn trenuje piłkę nożną w Zagłębiu, ale byłbym naiwny, gdybym zakładał, że w przyszłości na pewno będzie grał w Ekstraklasie. Zresztą w sprawie hokeja na razie nie można o niczym przesądzać. Rozmowy są bardzo wstępne. Nawet nie dzieliłem się tym pomysłem z prezesem Tokarzem.

A co z innymi sekcjami w mieście?

- Mamy jeszcze jedną drużynę w ekstraklasie. To piłkarki Czarnych, wielokrotne mistrzynie Polski. Ten zespół nie kosztuje nas wiele. Utrzymajmy to co mamy, a w przyszłości pomyślimy o nawiązaniu do dawnych sukcesów. W ekstraklasie widzę również koszykarki JAS FBG. To jeden z najlepiej zorganizowanych klubów w regionie. Może pochwalić się modelowym szkoleniem dzieci i młodzieży. I to nie jest szkolenie na pokaz, gdyż dziewczyny z JAS FBG wygrywają w każdym roczniku. Dla mnie to może być sekcja numer dwa w Sosnowcu. Nie widzę problemu w tym, że klub znalazłby się w elicie dzięki wykupieniu dzikiej karty. Kierują nim jednak ambitni ludzie, którzy awans chcą wywalczyć na boisku.

Słyszał pan o konflikcie w TMS-ie Zagłębie Sosnowiec, który odpowiada za szkolenie szablistów?

- Dzieje się coś złego. W klubie, który wychował wielu mistrzów Polski, medalistów mistrzostw świata, Europy i olimpijczyków doszło do rozłamu. Z Zagłębia wydzielił się nowy klub, na czele którego stanęła Beata Rak - była prezes Zagłębia, a obecnie prezes Śląskiego Związku Szermierczego. W pierwszych dniach mojej prezydentury, gdy zajmowałem się sportem, najczęściej słyszałem właśnie o tym konflikcie. W Sosnowcu na pewno nie będą działać dwa szermiercze kluby, dotowane przez miasto. Usiądziemy do rozmów i zastanowimy się, jakie jest źródło konfliktu. Słyszę, że personalne i z doświadczenia wiem, że takie rozwiązać najtrudniej. Najgorsze, że przez waśnie dorosłych muszą cierpieć trenujące w klubie dzieci. Zapewniam jednak, że jeżeli strony się nie dogadają, to nie dostaną pieniędzy. Ten problem chcę rozwiązać jeszcze w styczniu.