Zagłębie Sosnowiec. Podjęli ryzyko dopiero w dziesiątkę. Za późno

Przespało Zagłębie Sosnowiec większą część meczu z GKS-em Bełchatów i chociaż po stracie gola i zawodnika w końcu zabrało się do pracy, to nie wystarczyło to do zdobycia choćby punktu.
Jesteś kibicem z Zagłębia? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Zespół ze Stadionu Ludowego wrócił do ligowej rywalizacji po niemal dwóch tygodniach przerwy. W Sosnowcu wszyscy powtarzali, że pauza, która powstała po przełożeniu meczu z Miedzią Legnica, wyszła drużynie na dobre. Zespół mocniej popracował nad siłą. Urazy zaleczyli tak ważni dla taktyki Zagłębia gracze jak Martin Pribula i Dawid Ryndak.

Początek meczu zdawał się potwierdzać, że dłuższy wypoczynek pomógł drużynie Zagłębia. Sosnowiczanie bez trudu zepchnęli rywala do defensywy. Utrzymywali się przy piłce długo, a akcje budowali cierpliwie. Właściwie jeżeli można się było do czegoś przyczepić, to tylko do braku strzałów. Tych jednak nie było, bo Zagłębie, nawet jeżeli rozgrywało piłkę przyjemnie dla oka, to robiło to trochę bezproduktywnie. W lewo, w prawo, do tyłu... Tylko do przodu pchało się piłkę jakby trudniej.

GKS sprawiał w pierwszym kwadransie meczu wrażenie zastraszonego i bezbronnego. Z czasem okazało się jednak, że to były tylko pozory. Bełchatów też miał swoje atuty. Też potrafił pograć piłką, a gdy już wykonywał stałe fragmenty gry, to kibicom Zagłębia cierpła skóra. W minionych tygodniach kilka razy krytykowaliśmy bramkarzy Zagłębia, więc teraz musimy pochwalić. Interwencja Wojciecha Fabisiaka z pierwszej połowy była genialna! Lukas Klemenz długo trzymał się za głową, nie dowierzając, że bramkarz Zagłębia odbił piłkę po jego strzale z ledwie pięciu, sześciu metrów.

Sosnowiczanie nie dość, że z czasem grali coraz słabiej, to jeszcze sami wpakowali się w kłopoty. Dwie złe interwencje Łukasza Sołowieja, dwie żółte kartki i od 49. minuty gospodarze grali w dziesiątkę. Sołowieja zastąpił na pozycji stopera Łukasz Matusiak i to nie był dobry pomysł, bo to właśnie Matusiak "zapracował" na rzut karny po faulu na Cezarym Demianiuku.

Stracony gol, słaba gra, osłabienie po czerwonej kartce - w tym momencie w ekipie gospodarzy trudno było znaleźć powody do optymizmu. Trener Artur Derbin starał się dodać drużynie siły i wiary zmianami. Na boisko wszedł napastnik Adrian Paluchowski, który w piątek debiutował w barwach zespołu z Sosnowca.

Zagłębie w końcu ruszyło. Sosnowiczanie w końcu zaczęli biegać, walczyć i podejmować ryzyko. Zrobiło się widowisko, kibice często wstawali z miejsc, ale piłka do bramki GKS-u nie wpadła.

Zagłębie Sosnowiec - GKS Bełchatów 0:1 (0:0)

Bramka: 0:1 Bartosiak (57. - rzut karny).

Zagłębie: Fabisiak - Sierczyński, Sołowiej Ż, CZ, Markowski, Ninković (85. Szatan) - Ryndak, Matusiak, Dudek, Fidziukiewicz (63. Paluchowski), Pribula - Arak Ż (63. Budek).

GKS: Lenarcik - Witasik, Michalski, Cverna, Kuban - Wroński Ż, Rachwał, Klemenz, Stanisławski (89. Flaszka Ż), Bartosiak Ż (64. Zięba) - Demianiuk (85. Giereszewski).

Widzów: 3 000.

Sędziował: Piotr Idzik (Poznań).