Sport.pl

Zagłębie Sosnowiec nie zamierza oglądać się za siebie. Są transfery na Ekstraklasę [ROZMOWA]

- Jesteśmy trzecią drużyną pierwszej ligi. Nie zamierzamy oglądać się za siebie. Chcemy bić się o więcej, a przed nami jest już tylko Ekstraklasa - mówi Robert Stanek, dyrektor sportowy Zagłębia Sosnowiec.
Facebook? » | A może Twitter? »


To będzie emocjonująca wiosną dla kibiców Zagłębia. Zespół z Sosnowca ma walczyć o Ekstraklasę, a przecież wciąż ma też szansę na Puchar Polski, gdzie w półfinale zmierzy się z Lechem Poznań.

Wojciech Todur: Fakt, że do kadry Zagłębia dołączył Carles Marc Martinez Embuena to moim zdaniem czytelny przekaz dla rywali: chcemy Ekstraklasy!

Robert Stanek: - Nie trzeba tego transferu, żeby tak myśleć. Wystarczy spojrzeć na tabelę. Jesteśmy trzecią drużyną pierwszej ligi. Nie zamierzamy oglądać się za siebie. Chcemy bić się o więcej, a przed nami jest już tylko Ekstraklasa.

Martinez jest znany z gry w Piaście Gliwice, a Pan jakby go scharakteryzował?

- Zasięgnęliśmy o nim opinii tu i tam i wyłonił się nam typ człowieka zaangażowanego, zdeterminowanego. Hiszpan na pewno nie stanie z boku. Mimo, że nie mówi płynnie po polsku, to angażuje się w to co dzieje się na boisku i w szatni. Będzie dobrym duchem naszej drużyny.

Nie mówię o jego umiejętnościach piłkarskich, bo te są dobrze znane. To nieustępliwy, dobrze wyszkolony technicznie gracz. Mocny w defensywie, w odbiorze piłki, ale przy tym kreatywny. Z pomysłem na grę w ataku. Podpisaliśmy kontrakt do końca rozgrywek, ale po zakończeniu sezonu umowa może zostać przedłużona o rok.

Nie da się ukryć, że nie byłoby pierwszego Hiszpana w barwach Zagłębia, gdyby nie kontuzja Konrada Budka

- Budek to bardzo ważny gracz dla naszej drużyny. Uniwersalny zawodnik, który z powodzeniem sprawdzi się na kilku pozycjach. Niestety problemy mięśniowe sprawiły, że wiosną nie zobaczymy go na boisku. A już na pewno nie na początku rozgrywek, bo jednak jest szansa, że z czasem wróci do gry. Nie możemy jednak czekać na ten dzień z założonymi rękami. Postanowiliśmy działać.

Straciliście Budka, a wcześniej pożegnaliście Przemysława Mizgałę, Tomasza Margola, Tomasza Szatana, Konrada Zaradnego i Huberta Tylca. Nie za dużo tych ubytków w linii pomocy?

- Nie, bo mamy na ich pozycje nowych graczy. Pewna historia dobiegła końca. Wierzę, że dla każdego z zawodników, który zima pożegnał się z Zagłębiem, taka zmiana wyjedzie na dobre. Że rozwiną się piłkarsko, a część z nich na Stadion Ludowy jeszcze wróci. I będą wtedy lepsi.

Mamy więc nowych: Martineza, Michała Bajdura, Roberta Bartczaka, Dimytyra Wezałowa. Każdy ruch transferowy był przemyślany, a już niedługo okaże się czy trafiony.

Zagłębie jest lepszą drużyną niż jesienią?

- Mocno w to wierzę. Po to właśnie zakontraktowaliśmy nowych graczy. Pozyskaliśmy fajnych piłkarsko i inteligentnych chłopaków. Boisko pokaże czy się sprawdzą.

Czy to już koniec zimowych transferów?

- A kiedy ukaże się ta rozmowa? ... (śmiech). Na tę chwilę tak. Tyle, że życie nauczyło mnie, że nie warto mówić "nigdy". Powiem więc, że na razie nic nie planujemy. Drzwi do żadnego transferu nie są uchylone. Ale to się może jeszcze zmienić. Może pojawić się propozycja, która będzie na tyle atrakcyjna, że usiądziemy do stołu.

Mówi Pan, że jakość w drużynie większa, ale na boisku - przynajmniej w czasie zimowych sparingów - tego nie widać. Wygraliście dotąd ledwie jeden zimowy mecz. Martwi to Pana?

- I tak, i nie. Martwi, bo taki mam już charakter, że chcę wygrywać wszędzie i z każdym. Oczywiście, że doświadczenie podpowiada mi, że zima jest po to, żeby pracować, a owoce tej pracy zbierać już w lidze.

Tyle, że zwycięstwa też budują. Przede wszystkim mentalnie.

Na razie więc zaciskamy zęby i pracujemy. W ostatni weekend wygraliśmy z Górnikiem Wałbrzych. Uznaje to za dobry prognostyk. Zespół schodzi z obciążeń. Nogi staną się lżejsze, to o gole i wygrane będzie łatwiej.

Ocenia Pan przygotowania drużyny jako trener bramkarzy i dyrektor klubu. Coś się zmieniło w porównaniu z minionym rokiem. Pytam, bo to pierwszy okres zimowy pod wodzą trenera Artura Derbina?

- Artur wie co robi. Bierze za to pełną odpowiedzialność. Miał już czas na naukę i teraz musi to potwierdzić. Taka już dola trenera. Każdy wie na co się pisze. Rok temu przejmowałem zespół po pierwszym meczu rundy wiosennej. Przegraliśmy wtedy w Brzesku. Trudno było o optymizm, gdyż wydawało się, że kolejny sezon przyjdzie nam spisać na straty.

Potoczyło się jednak inaczej. Zrealizowaliśmy nasz wymarzony scenariusz. Też wtedy było sporo niepewności, a jednak podołaliśmy. Naszą siłą był zespół. Także ten trenerskiej ławce. Teraz jest tak samo.

Na koniec zapytam o nowy stadion Zagłębia. Spodobał się Panu projekt?

- A jest ktoś taki komu się nie spodobał? Jestem nim zauroczony i już się nie mogę doczekać pierwszego meczu. Wiadomo, że Stadion Ludowy to jest nasze miejsce. Dla mnie szczególne, gdyż wychowałem się w pobliżu. Nowy stadion to jednak konieczność. 

Więcej o: