Stadion Śląski: Trzeba zamówić nowe "krokodyle"

Staliwne "krokodyle", których użyto do montażu lin dachu Stadionu Śląskiego, nie spełniały wszystkich norm - wynika z badań, które wykonał Instytut Techniki Budowlanej. Marszałek zamierza domagać się od Mostostalu Zabrze kilkunastu milionów złotych za opóźnienie budowy.
"Gazeta" dotarła do wyników badań słynnych "krokodyli" ze Stadionu Śląskiego. Na zlecenie urzędu marszałkowskiego wykonał je warszawski Instytut Techniki Budowlanej. Urzędnicy efekty badań poznali w drugiej połowie listopada. Do tej pory nie zostały jednak ujawnione. Marszałek chce to zrobić dopiero w połowie grudnia, gdy dostanie na biurko pełen raport obejmujący także opis z tzw. badań niszczących feralnych części.

Przypomnijmy, że do awarii na Stadionie Śląskim doszło w lipcu podczas unoszenia w górę linowej konstrukcji dachu. Właśnie wtedy pękły dwa ważące około 3,5 tony staliwne "krokodyle", czyli uchwyty łączące liny promieniowe dachu z jego wewnętrznym pierścieniem.

Prace przy zadaszeniu areny natychmiast wstrzymano. Od początku było wiadomo, że efektem będzie wielomiesięczne opóźnienie w zakończeniu budowy. Stadion miał być gotowy w grudniu tego roku. Dziś nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy będzie tu można rozegrać pierwszy mecz albo posłuchać koncertu.

Specjaliści z ITB mieli ustalić przyczyny awarii. Z placu budowy zabrali dwa uszkodzone "krokodyle" oraz sześć nienaruszonych.

Z dokumentów, do których dotarła "Gazeta", wynika, że poddano je badaniom magnetyczno-proszkowym oraz badaniu ultradźwiękowemu. - Mówiąc językiem laika, chodziło w nich o zbadanie jednolitości i jakości odlewu oraz czy został wykonany prawidłowo - mówi jeden z wysokich rangą urzędników.

Z badań ultradźwiękowych wynika, że nie każdy z badanych "krokodyli" spełnia wszystkie normy. Dotyczy to zarówno tych, które pękły w lipcu, jak i niektórych nieuszkodzonych. - ITB sprawdził też projekt dachu i przyjrzał się sposobowi montażu "krokodyli". W tej kwestii nie dopatrzono się nieprawidłowości - mówi nasz rozmówca z urzędu marszałkowskiego.

Adam Matusiewicz, marszałek województwa, zna wyniki badań ultradźwiękowych. - Nie będę ich teraz komentował - ucina.

Ten sam dokument trafił również do Mostostalu Zabrze, generalnego wykonawcy prac na Stadionie Śląskim. Andrzej Nitarski, dyrektor kontraktu ze strony Mostostalu, również nie komentuje badań. - To prawda, że je znamy, ale jeszcze się do tego nie ustosunkowaliśmy. Zrobimy to, gdy dotrze do nas całościowy i oficjalny raport ITB - mówi.

Z informacji "Gazety" wynika, że urząd marszałkowski zamierza domagać się od Mostostalu kilkunastomilionowego odszkodowania za opóźnienie budowy. - Mamy już wynajętych prawników, wiemy, że do sądowego sporu przygotowuje się także Mostostal. Na pewno pojawi się wiele wątpliwości i sprawa będzie zawiła - mówi osoba znająca wyniki badań.

Ważniejsze jednak, co dalej z przebudową Stadionu Śląskiego. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że urząd marszałkowski chce, by Mostostal Zabrze dokończył prace. - Zaproponujemy mu aneks do umowy i poprosimy o zamówienie "krokodyli" u innego producenta. Schleich Bergermann und Partner, czyli projektanci dachu, pracują w tej technologii od lat. Nie ma sensu szukać teraz innych pomysłów na zadaszenie Śląskiego - usłyszeliśmy od współpracownika marszałka.

Więcej o: