Przekleństwo Stadionu Śląskiego Ruchu w Kielcach nie dopadnie!

Trzy razy niebiescy zdobywali Puchar Polski i trzy raz grali wtedy o trofeum poza Śląskiem.
Chorzowscy piłkarze od poniedziałku są w Kielcach i odliczają godziny do potyczki z Legią Warszawa. Ku pokrzepieniu serc przypominamy historię pucharowych triumfów niebieskich. Fakt, że Ruch zagra w Kielcach to nie jest zła wiadomość!

Wzorem ZSRR

Ostatni pucharowy sukces chorzowskiej drużyny to rok 1996 i mecz z GKS-em Bełchatów (1:0). Spotkanie odbyło się na stadionie Polonii Warszawa, a trofeum - po raz pierwszy w historii rozgrywek - wręczył zwycięzcom ówczesny prezydent RP Aleksander Kwaśniewski.

Wcześniej Ruch triumfował w PP w roku 1974 (2:0 z Gwardią Warszawa) oraz w roku 1951 (2:0 z Wisłą Kraków). Obydwa mecze odbyły się na ówczesnym Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Wygrana w roku 1951 była tym cenniejsza, że oznaczała jednoczesne zdobycie tytułu mistrza Polski.

Polski Związek Piłki Nożnej zdecydował się na takie rozwiązanie, wzorując się na rywalizacji w ZSRR. Pomysł się nie przyjął, a po latach nie brakowało osób - głównie z Krakowa - które chciały odebrać niebieskim mistrzostwo i przyznać je Wiśle, która była w tamtym sezonie najlepsza w lidze.

Ruch zagra o Puchar Polski po raz dziewiąty w historii klubu. O wygranych już było. Teraz czas na pięć porażek - wszystkie Ruch doznał u siebie, w Chorzowie, na Stadionie Śląskim!

Swój pierwszy finał Ruch przegrał w roku 1963 z Zagłębiem Sosnowiec. - Jechaliśmy na Śląski jak po swoje. Byliśmy u siebie - w Chorzowie - pewni tego, że Zagłębie nam nie podskoczy. No i byliśmy też zdecydowanie lepsi, ale Witek Szyguła zamurował bramkę - wspomina Eugeniusz Faber, znakomity napastnik niebieskich.

Do Sosnowca na piechotę

Skończyło się porażką 0:2, a drugą bramkę dla Zagłębia strzelił Andrzej Gaik. - Zdecydowanie lepsi? Chyba się Gienkowi coś pomieszało - żartuje Gaik. - W gazetach pisali, że na meczu było 70 tys. kibiców, ale wszyscy widzieli, że na trybunach było i 100 tys. ludzi. Nie baliśmy się Ruchu, bo za naszymi plecami też stało ponad 30 tys. fanów z Sosnowca - mówi Gaik, który do dziś potrafi z precyzją chirurga odtworzyć sytuację, po której wpadł drugi gol.

- Zmieniłem się miejscami z Józkiem Gałeczką - on poszedł na prawe skrzydło, a ja do środka. Dostałem piłkę od Witolda "Gigi" Majewskiego, niemal na środku boiska. Biegłem z nią ile sił, a za mną kilku piłkarzy Ruchu. Najdłużej nie dawał za wygraną Mietek Siemierski, zwany też "Siekierą". Jeszcze po latach, gdy spotkałem się z "Siekierą" na kuracji, ten dopytywał się, skąd miałem tyle sił! Strzelałem z linii pola karnego. Niemal upadłem, a piłka po słupku wtoczyła się do bramki. Pamiętam, że po meczu nasi kibice wracali do Sosnowca na piechotę! Do późnej nocy śpiewali pod moimi oknami - uśmiecha się 70-letni Gaik.

Pięć lat później Ruch znowu walczył o Puchar na Śląskim, tym razem chorzowianie mieli za rywala Górnika Zabrze.

- Trzy dni wcześniej wygraliśmy z Górnikiem na Śląskim 3:1 i zapewniliśmy sobie mistrzostwo Polski. W klubie trwało wielkie świętowanie. Pewnie, że znajdą się tacy, którzy będą twierdzić, że był układ - mistrzostwo za Puchar - ale to nieprawda. Na koniec cały Śląsk cieszył się, że obydwa cenne trofea zostały w naszym regionie, a nie pojechały na przykład do Warszawy. To były inne czasy. Piłkarze Ruchu i Górnika żyli w zgodzie. Działacze się przyjaźnili, nawet kibice pozostawali w dobrych relacjach - opowiada 65-letni Jan Rudnow, mistrz Polski w niebieskich barwach z roku 1968.

Przełom lat 60. i 70. był okresem pucharowej dominacji Górnika, który triumfował w tych rozgrywkach aż pięć razy z rzędu. Po drodze - w roku 1970 - zabrzanie po raz kolejny ograli Ruch.

- Dobrze nam się ten mecz ułożył. Pierwszą bramkę strzelił Józik [zmarły przed pięcioma laty Józef Gomoluch - przyp. red.], potem jednak Górnik szybko sprowadził nas na ziemię. Czułem, że mój czas w Ruchu dobiega końca, marzyłem o tym Pucharze, ale - widać - nie było mi dane. Co ciekawe, nie powiodło mi się też we Francji. W 1975 roku doszedłem do finału razem z RC Lens. Na Stade de France naszym rywalem był St. Etienne. Domyśla się pan, jaki był wynik? A jakże, przegraliśmy 0:2. Oj, nie dla mnie krajowe puchary - uśmiecha się Faber.

Rezerwa w finale

Finał wrócił na Stadion Śląski po 16 latach przerwy. W 1993 roku nieoczekiwanym finalistą i rywalem GKS-u Katowice została rezerwowa drużyna Ruchu, która po drodze musiała wyeliminować aż 14 rywali. Finałowe spotkanie nie miało takiej oprawy jak przed laty. Marian Janoszka, który strzelił wtedy gola dla "Gieksy", wspomina, że na trybunach zasiadło niewiele ponad 10 tys. fanów. - Do finału prowadziła długa i kręta droga. Zaczęliśmy od 3:0 z Wawelem Wirek, grałem wtedy w ataku razem z Tomkiem Jaworkiem - wspomina Maciej Mizia, pomocnik niebieskich. - Z czasem rezerwę wzmacniało coraz więcej piłkarzy z pierwszej drużyny, która nie awansowała do ćwierćfinału po porażce z Widzewem Łódź. A sam finał? Nie grałem z powodu przewlekłej kontuzji kręgosłupa, której nabawiłem się właśnie w pucharowym meczu z Rakowem Częstochowa. Przegraliśmy pechowo po karnych [decydującej jedenastki nie wykorzystał Radosław Gilewicz - przyp. red.] - dodaje 47-letni Mizia.

Ostatnia porażka na Śląskim to rok 2009 i triumf Lecha Poznań. - Przed meczem czytałem, że Śląski to nie jest dobre miejsce dla Ruchu, gdy stawką jest Puchar Polski. Miałem nadzieję, że odwrócimy złą passę. Nie udało się i teraz czuję się gorzej niż szesnaście lat temu, gdy przeżywałem porażkę niebieskich jako kibic - smucił się po meczu Wojciech Grzyb, wtedy kapitan chorzowskiej drużyny.

Teraz Grzyb stanie przed kolejną, może już ostatnią szansą w karierze, na zdobycie pucharu. Czy Kielce okażą się dla Ruchu szczęśliwsze niż Stadion Śląski?

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »