Stadion Śląski. Dachu brakuje temu Misiu

Najwcześniej w 2014 roku na Stadionie Śląskim odbędą się pierwsze mecze. Według Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach, który jest właścicielem areny, jego remont będzie kosztował ok. 700 mln zł. To koszt prac, które trwają tu niemal bez przerwy od 1994 roku. Najpoważniejsza inwestycja - zadaszenie trybun - wciąż się jednak nie zakończyła. Jak to możliwe, że przez kilkanaście lat nie udało się zakończyć wszystkich remontów, skoro na czas powstały cztery stadiony na Euro 2012?
- To jest nasz śląski miś. Taki jak ten z filmu Stanisława Barei. Miś ma być drogi, a kolejne ekipy mogą tym misiem swobodnie zarządzać. Więc im dłużej trwają prace, tym lepiej - kpi jedna z osób zaangażowanych w budowę. I podaje przykład. Ostatnie ekspertyzy dotyczące konstrukcji dachu kosztowały podatnika ponad 1,6 mln zł.

Politycy bali się prokuratora

- Przez lata nie było jasnej wizji. Gdy były pieniądze, to się coś robiło, ale nigdy nikt jasno nie powiedział, do czego to wszystko zmierza. Dopiero trzy lata temu pojawił się pomysł zrobienia tu bieżni lekkoatletycznej! Wcześniej budowaliśmy stadion tylko piłkarski - mówi nieoficjalnie jeden z podwładnych marszałka województwa. Marszałek Adam Matusiewicz przyznaje, że jest w tym trochę racji. - W przeszłości popełniono błędy. Dziś przecież nikt już nie buduje stadionu piłkarskiego z torem do żużla. A u nas taki zbudowano. Gdy w latach 90. zrobiono trybuny, uznano, że niegospodarnością byłoby nie poprawiać kolejnych rzeczy. I my teraz musimy główkować, jak mając już postawione trybuny, poprawić kable i różne instalacje - mówi Matusiewicz.

- Największym problemem stadionu jest to, że ciągle nie jest dokończony. Gdyby zgodnie z terminami został oddany w 2011 roku w tej chwili byliśmy po imprezach, które łącznie zgromadziłyby pół miliona ludzi. Koncert Madonny pierwotnie miał się odbyć na Śląskim, a nie w Warszawie - mówi Marek Szczerbowski, dyrektor stadionu. - Dzięki bieżni na murawę podczas atrakcyjnego koncertu może u nas wejść 10-12 tysięcy ludzi więcej niż na Narodowy - mówi.

- Gdyby zdecydowano się ze Śląskim na to samo co ze Stadionem Dziesięciolecia, czyli wyburzenie i budowanie od nowa, to sprawą od razu zająłby się prokurator. Zresztą dziś stadion jest gotowy w 80 proc. Brakuje nam tylko dachu - uważa Matusewicz.

Budowa dachu została przerwana w lipcu 2011 r. Podczas podnoszenia linowej konstrukcji pękły dwa staliwne "krokodyle", czyli elementy łączące liny. Według Instytutu Techniki Budowlanej projekt dachu spełniał normy tylko na granicy bezpieczeństwa. W efekcie inspektor nadzoru budowlanego zażądał dodatkowych badań. Wyniki mają być ogłoszone w najbliższych dniach, ale "Gazeta" dowiedziała się, że naukowcy Politechniki Gdańskiej - im zlecono badania - nie mają zastrzeżeń do projektu zadaszenia. Winne awarii są tylko źle zrobione "krokodyle". I tylko one zostaną wymienione.

Wielkie Derby, ale najpierw nerwy

Szczerbowski zapewnia, że po zakończeniu prac obiekt nie będzie stał pusty mimo dużej konkurencji. - Już dziś rozmawiam z organizatorami koncertów i dużych wydarzeń - mówi. Według niego zaawansowane są negocjacje w sprawie przenosin na stadion Ruchu Chorzów, mogłyby się na nim odbywać Wielkie Derby Śląska, czyli spotkania między Ruchem i Górnikiem Zabrze. To spotkanie w 2008 roku zgromadziło na Stadionie Śląskim 42 tysiące ludzi - na żaden mecz ligowy w XXI wieku nie przyszło tylu kibiców.

Na Śląskim mają się także odbywać najciekawsze mecze polskich drużyn futbolu amerykańskiego (trwają negocjacje), sporty motorowe (monster trucki) oraz mityngi lekkoatletyczne. Miałby się tam kończyć Silesia Marathon, jeden z największych maratonów w Polsce. Na razie rozmowy z PZLA są zawieszone, bo działaczy najbardziej interesuje kiedy stadion będzie gotowy, a na to pytanie Szczerbowski nie potrafi odpowiedzieć.

- W sprawie piłkarskiej reprezentacji decyzję podejmie PZPN. Kiedy stadion będzie gotowy, od razu będziemy starać się o organizację meczów - mówi dyrektor Stadionu Śląskiego.

- Moje stanowisko w sprawie Stadionu Śląskiego jest proste: trudno mówić co będzie, bo tego stadionu nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie, bo jest ogromny problem z tym dachem - mówi prezes PZPN Zbigniew Boniek. Gdy zaczynały się dyskusje, co z nim zrobić, mówiłem, że najlepiej go rozebrać i na tym miejscu pobudować całkiem nowy. Tak jak zrobili Anglicy z Wembley, które było dla nich tak samo ważne jak dla nas stadion w Chorzowie, albo bliżej, jak w Warszawie z obiektem Legii. Usłyszałem wtedy, że to dla Polski świętość, że nie można tak postąpić. Teraz okazało się, że za pieniądze włożone w remont Stadionu Śląskiego można postawić dwa, a nawet trzy nowoczesne. Jeśli inwestycja zostanie zakończona, to na pewno w PZPN będziemy się zastanawiać nad rozgrywaniem w Chorzowie meczów reprezentacji Polski - dodaje Boniek.

W najbliższych dniach marszałek województwa śląskiego ogłosi wyniki ekspertyzy naukowców z Politechniki Gdańskiej, którzy mieli ustalić dlaczego w lipcu ubiegłego roku doszło do awarii podczas podnoszenia dachu Stadionu Śląskiego. Dlaczego jednak modernizacja areny trwa już niemal od dwudziestu lat?

161 mln zł będzie kosztować dach. 23 mln zł wynoszą koszty dokumentacji zadaszenia i infrastruktury

Czy Stadion Śląski będzie w stanie rywalizować z innymi dużymi obiektami w kraju?