Stadion Śląski jest jak wrzód. Potrzebuje odważnego chirurga

Kolejne zawirowania na budowie naszego wielotysięcznika to najlepsza okazja, żeby zastanowić się, czy w ogóle potrzebna nam jest taka arena. W obecnej kryzysowej sytuacji kontynuowanie budowy wygląda, jak stawianie pomnika niefrasobliwości, megalomani i marnotrawstwa kolejnych marszałków województwa
Firmy budujące Stadion Śląski zeszły z placu budowy w zeszłym tygodniu. To był symboliczny akt, bo też na tym placu od wielu miesięcy niewiele się działo. Ale wszyscy skrupulatnie odnotowali tę odsłonę wieloaktówki pod tytułem "budujemy Stadion Śląski". Kiedy ta tragedia się zaczęła i ile kosztuje jej wystawianie?

Nikt nie wie kiedy i co wybudujemy

Szczegółowych kosztów nikt już nie jest w stanie nawet ustalić. Wiadomo, że trwająca obecnie przebudowa pochłonie około 600 mln zł. Bezwolne trwanie inwestycji jest tak głęboko zakorzenione w głowach rządzących województwem polityków, że i tym razem nikt się nawet nie zająknął na temat przerwania tej tragedii. Po prostu będziemy szukać nowego wykonawcy i budujemy dalej.

Problem w tym, że obecnie nikt za bardzo nie wie, kiedy i co wybudujemy? Czy to będzie arena piłkarska? Czy może nowy Stadion Śląski będzie słynął z imprez lekkoatletycznych? Albo wyspecjalizujemy się w plenerowych koncertach? Od kilku lat miotamy się między różnymi pomysłami, zapominając, że tak naprawdę nikt już nie czeka na żaden stadion na Górnym Śląsku.

Polegliśmy kilka lat temu

Tak naprawdę polegliśmy kilka lat temu, gdy okazało się, że nowoczesne stadiony powstaną w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku. Ale nawet jeśli już będziemy mieli ten stadion, będzie on architektonicznym bublem, który na nikim nie zrobi wrażenia.

Piłkarska reprezentacja Polski i tak ważne mecze zagra na Narodowym, a gwiazdy muzyki wybiorą Gdańsk i Wrocław, gdzie dojazd dla tysięcy kibiców jest bez porównania lepszy niż do Parku Śląskiego. Pierwszy leży przy miejskiej obwodnicy, drugi obok autostrady.

Najważniejsze jednak są koszty. Wybudowane w innych miastach stadiony to dziś tylko obciążenie. Miesięczne utrzymanie stołecznego Stadionu Narodowego to 3,5 mln zł, we Wrocławiu - 2 mln zł. Zarządcy mają problem, jakie imprezy przyciągnąć i jak zapełnić tysiące miejsc. Śląsk nie jest Szkocją i nie mamy drużyny narodowej, która musi gdzieś rozgrywać swoje spotkania. Kluby ligowe to też ślepa uliczka. Piłkarscy działacze wolą naciągać miasta na budowę własnych aren, zamiast wykorzystać potencjał Stadionu Śląskiego.

Odważnego chirurga wciąż nie ma

Budowa stadionu od dawna była niczym ropiejący wrzód. Nawet kiedy ropy było jeszcze mało, kolejnym marszałkom województwa brakowało odwagi, żeby podjąć decyzję o jego nacięciu. A przecież wtedy decyzję o wstrzymaniu budowy podjąć było o wiele łatwiej.

Z każdą kolejną złotówką ropy zbiera się coraz więcej, a odważnego chirurga wciąż nie ma. Podjęcie decyzji o rezygnacji z inwestycji na pewno wiązałoby się z koniecznością wyjaśniania przed prokuraturą i Najwyższą Izbą Kontroli, dlaczego władowaliśmy 600 mln zł w betonowego trupa.

Może jednak warto jeszcze raz wszystko rozważyć? Jeśli nie rezygnację z inwestycji, to może wstrzymanie budowy? Może przy problemach z Kolejami Śląskimi stadion powinien poczekać na lepsze czasy? W obecnej kryzysowej sytuacji województwa kontynuowanie budowy jest jak stawianie pomnika niefrasobliwości, megalomani i marnotrawstwu kolejnych marszałków. Czas wyjść z tego zaklętego kręgu. Tylko trzeba do tego odwagi.