Stadion Śląski bliżej Euro? Kompletna bzdura

Obiekt w Chorzowie to oczywiście najlepszy stadion w Polsce. Ale fakt, że nagle zrobiło się o nim głośno, wcale nie oznacza, że rosną jego szanse na organizację piłkarskich mistrzostw Europy. W całej tej medialnej awanturze, moim zdaniem, nie chodzi wcale o to, żebyśmy się mogli na Śląsku cieszyć Euro 2012.
Czytaj - Stadion Śląski znów liczy na Euro

Fakt, że nagle paru ważnych polityków spoza Śląska nie wyobraża sobie mistrzostw poza Śląskiem (ciekawe, że żaden z nich nie zabrał głosu w kwietniu zeszłego roku, gdy polski sztab organizacyjny decydował, które miasta będą organizować mecze), moim zdaniem, nie znaczy kompletnie nic.

Przypominam: decyzja, gdzie rozegrane zostaną mecze piłkarskich mistrzostw Europy należy tylko wyłącznie do UEFA, a nie do władz państwowych. Jeśli Polska chciałaby zmienić wcześniej zaproponowaną lokalizację, musi uzyskać jej zgodę! Czy wyobrażacie sobie, że w najbliższym czasie polski premier poprosi Michela Platiniego, szefa UEFA, o przeniesienie meczów z Warszawy do Chorzowa? Równie prawdopodobne jest to, że nowym ministrem sportu zostanie Tomasz Lipiec.

Skąd więc nagle to zamieszanie wokół Śląskiego? Dla mnie to oczywiste. Nasz stadion jest "używany" jako widmo mające za zadanie wystraszyć decydentów w Warszawie. Widmo ma im dobitnie uświadomić to, co wcześniej nie mieściło się im w głowach: że organizacja Euro w Polsce bez stolicy może być możliwa. Śląski jest rodzajem presji, która ma w Warszawie wywołać jak najszybsze konkretne działanie

Stołeczni dziennikarze biją na alarm: "grozi nam gigantyczna kompromitacja - mistrzostwa Europy ominą stolicę!". Nagle wszyscy zdali sobie sprawę, że czas bardzo szybko ucieka. Prezydent Warszawy zapowiedziała przedstawienie pięciu (!) propozycji lokalizacji Stadionu Narodowego (przy okazji przypomnę, że w 1996 roku PZPN podjął uchwałę przyznającą status Stadionu Narodowego obiektowi w Chorzowie i jak dotąd jej nie odwołał). Istnieje także opcja, żeby głównym stadionem Warszawy stał się klubowy obiekt Legii (bardzo wielu ludzi w stolicy nie miałoby nic przeciwko). Takie rozwiązanie byłoby chyba najtańsze i najłatwiejsze do przeprowadzenia.

Śmieszą mnie, ale i niepokoją sugestie, że kandydatura Chorzowa, który wcześniej nie znalazł się nawet w wytypowanej najlepszej czwórce miast-organizatorów (Warszawa, Gdańsk, Poznań, Wrocław), nagle jest tak doskonała, że miasto miałoby przejąć m.in. inaugurację mistrzostw i jeden z półfinałów. Niepokoją, bo te wypowiedzi są, moim zdaniem, próbą skłócenia Warszawy ze Śląskiem i Chorzowem. Nasz stadion powinien organizować mistrzostwa, nie oglądając się na kłopoty innych. Bardzo podobają mi się słowa dyrektora Śląskiego Marka Szczerbowskiego: "Życzymy Warszawie dobrze. My jesteśmy gotowi".

Też życzę Warszawie wszystkiego najlepszego, ale czy mistrzostwa Europy odbędą się z jej udziałem, czy może jednak nie - jest mi całkowicie obojętne. Jeśli miasto zasłuży (czytaj: zapewni odpowiednią bazę), to się odbędą, jak nie zasłuży - to się nie odbędą. EURO 2012 jest spełnieniem marzeń milionów kibiców w całym kraju, najważniejsze jest więc, żeby UEFA nie odebrała Polsce organizacji Euro tylko dlatego, że stolica jest niewydolna.

Jak my na Śląsku możemy reagować wobec tego sztucznie wywołanego szumu? Nie zachłystywać się pierwszymi lepszymi deklaracjami, ale spokojnie robić swoje. Bez pośpiechu kończyć modernizację stadionu, budować drogi, poszerzać bazę hotelową. Na Śląskim prace cały czas po cichutku idą do przodu. 17 listopada przed meczem z Belgią nasi piłkarze mocno się zdziwią, kiedy wejdą do nowiuteńkich supernowoczesnych szatni. Oby były one użyteczne także w czerwcu 2012 roku.