Tenis. Kvitova: Ja trenuję tenis, tata był piłkarzem, a mama jest normalna

Petra Kvitova, najwyżej rozstawiona zawodniczka BNP Paribas Katowice Open, nie bez problemów pokonała w I rundzie Japonkę Misaki Doi. - To mój pierwszy mecz w roku na czerwonej mączce - wyjaśniała.
Click. Boom. Amazing! Przekonajcie się, jakie to proste

Zwycięstwo 6:4, 6:4 nie przyszło łatwo. Triumfatorka tegorocznego turnieju w Dubaju, w którym wyeliminowała m.in. Agnieszkę Radwańską, popełniała sporo błędów. W decydujących momentach górę brały jednak jej siła i doświadczenie. O ćwierćfinał powalczy z Mandy Minellą z Luksemburga.

Kvitova została wyróżniona przez prezydenta Katowic Piotra Uszoka, który wręczył jej prezent - maskotkę ze zwiniętego w specjalny sposób ręcznika. Chyba się spodobał, bo szybko pochwaliła się nim na Facebooku.

Największa gwiazda turnieju pojawiła się też na oddziale onkologicznym Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Mali pacjenci czekali na nią mocno przejęci. Tenisistka szybko nawiązała kontakt z dziećmi. Ich rozmowę co chwila przerywały wybuchy śmiechu. - Ja trenuję tenis, tata był piłkarzem, a mama jest normalna - zaśmiewała się Czeszka. Zapytana przez uczennicę szkoły kucharskiej o gotowanie, stwierdziła, że nie lubi tego robić. - Ale jeśli chcesz, to możesz mnie nauczyć - puściła oko. Stan niektórych pacjentów uniemożliwiał im przyjście na spotkanie. Kvitovej to nie zraziło i sama obeszła wszystkie sale. Pacjentom wręczyła prezenty. Cierpliwe pozowała do zdjęć i rozdawała autografy. - Wiadomo, że takie spotkania nie są łatwe. Ciężko patrzeć na cierpienie dzieci, ale jestem zadowolona, że przyszłam, bo wiem, że to może je podbudować. No i chyba mam kilkudziesięciu nowych fanów. Dzieci zadeklarowały, że będą oglądać moje mecze i trzymać kciuki - uśmiechała się.

Do drugiej rundy bez problemów awansowała Roberta Vinci (nr 2), która pokonała 6:2, 6:0 Czeszkę Andreę Hlavackovą. Niespodziewanie przegrały za to Niemki - Julia Görges (z Amerykanką Jill Craybas) i Sabine Lisicki (z Rumunką Alexandrą Cadantu).

Lisicki, która ma polskie korzenie, w Katowicach była rozstawiona z siódemką. Tenisistka zyskała wielu kibiców podczas wtorkowego spotkania z fanami, gdzie rozdała dziesiątki autografów. - Miałam problem, aby dotrzeć z USA, gdzie mieszkam, do Katowic, bo odwołano mi dwa loty. Na miejscu pojawiłam się dopiero w niedzielny wieczór. Zabrakło czasu, by przyzwyczaić się do zmiany czasu i nawierzchni - tłumaczyła.

Kto wygra BNP Paribas Katowice Open?