Energetyk ROW na dwóję w Stalowej Woli. "Ta liga jest zwariowana"

W Rybniku znów kiepskie nastroje. Drużyna trenera Marcina Prasoła objęła prowadzenie już w drugiej minucie, by w drugiej połowie w ciągu dwóch minut stracić dwie bramki.
Gorące newsy i złośliwe komentarze. Dołącz do nas na Facebooku >>

Mecz w Stalowej Woli rozpoczął się dla gospodarzy fatalnie. Już w 2. minucie błąd popełnił Kamil Jakubowski, który zamiast wybić piłkę z własnego pola karnego, zagrał ją niefortunnie klatką piersiową do Patryka Dudzińskiego. Ten, będąc sam z Tomaszem Wietechą, nie miał problemów ze skierowaniem futbolówki do bramki Stali.

- Niektórzy nie zdążyli jeszcze dotknąć piłki, a już przegrywaliśmy - mówił Tomasz Płonka, napastnik Stalówki, która po straconym szybko golu otrząsnęła się dopiero po kwadransie. W tym czasie zespół Energetyka ROW Rybnik kontrolował to, co działo się na boisku. W dodatku goście mogli podwyższyć, ale Szymon Sobczak trafił w słupek.

Po drugiej stronie zrehabilitować się próbował Jakubowski. Pomocnik Stali nie miał jednak szczęścia, bo jego strzały dobrze bronił Oskar Rybicki. Jakubowski golkipera gości o mały włos nie zaskoczył z rzutu wolnego. Za chwilę ładnie, dwukrotnie uderzał z woleja, ale piłka nie chciała wpaść do bramki śląskiej drużyny.

Tak było do 72. minuty. Wtedy przyjezdni popełnili identyczny błąd, co Jakubowski na początku meczu. Tym razem piłka trafiła do Płonki, który nie zmarnował okazji. - Ten gol nas uskrzydlił - mówił później jego autor. Miał rację, bo hutnicy poszli za ciosem i 120 sekund później prowadzili 2:1. Asystą do Radosława Mikołajczaka popisał się debiutujący w Stali Danko Kovacević. Czarnogórzec, będąc w polu karnym, dograł do ustawionego na ósmym metrze Mikołajczaka, który plasowanym strzałem nie dał szans Rybickiemu.

Goście rzucili się do odrabiania strat. I nawet byli blisko remisu. Tuż przed końcem "setkę" zmarnował jednak Mariusz Muszalik. Kapitan rybnickiej drużyny z kilku metrów posłał piłkę obok słupka i jego drużyna ze Stalowej Woli nie wywiozła nawet punktu.

Zdaniem trenerów

Marcin Prasoł (Energetyk ROW Rybnik): - Co powiedzieć po takim meczu? Szybko strzeliliśmy bramkę i niepotrzebnie pozwoliliśmy Stali się napędzić. Gospodarze z każdą sytuacją byli coraz groźniejsi. Zbyt łatwo padły gole, zwłaszcza drugi. W końcówce mogliśmy wyrównać, ale Mariusz Muszalik nie trafił. Gratuluję trzech punktów Stali.

Jaromir Wieprzęć (Stal Stalowa Wola): - Zespół w pełni zrehabilitował się za dwa ostatnie przegrane spotkania. Pokazał charakter. Nawet jak się traci głupią bramkę, bo to my daliśmy strzelić drużynie z Rybnika, to od 10. czy 15. minuty robiliśmy wszystko, by wyrównać. Nie chcę chwalić chłopaków, bo za chwilę ktoś mi zarzuci, że za bardzo chwalę zespół. Zrobiliśmy to, co do nas należało. Jesteśmy w pierwszej trójce i jeśli ktoś przed sezonem liczył, że na 11 meczów przed końcem będziemy w tym miejscu, to brałbym to w ciemno. O awansie jednak nie chcę mówić. W każdym kolejnym meczu walczymy o trzy punkty, a co z tego wyjdzie, zobaczymy po ostatniej kolejce. Ta liga jest zwariowana. Można wygrać mecz z Energetykiem, a przegrać z Nadwiślanem Góra. Nigdy nie można być pewnym trzech punktów.

Stal Stalowa Wola - Energetyk ROW Rybnik 2:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Dudziński (2.), 1:1 Płonka (72.), 2:1 Mikołajczak (74.)

Stal: Wietecha - Bartkiewicz, Kachniarz, Bogacz, Kowalski Ż - Mikołajczak, Stelmach Ż, Kantor Ż (67. Kovacević), Kałat Ż (67. Giel), Jakubowski (81. Tur) - Płonka.

Energetyk ROW: Rybicki - Borovicanin, Grolik (52. Bedronka), Jary, Gojny - Krotofil, Nowak (76. Gilewicz), Muszalik, Siwek, Sobczak - Dudziński (76. Mandrysz).

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>