Soczi 2014. Saneczkarz z AZS AWF Katowice będzie walczył o uratowanie kariery

Reprezentant Polski w saneczkarstwie Maciej Kurowski nawet nie śmie marzyć o zdobyciu medalu podczas Igrzysk Olimpijskich, ale start w Soczi będzie dla niego wyjątkowo ważny. - Jeśli nie ukończę zawodów na miejscu punktowanym, to utracę stypendium. A to będzie oznaczało, że muszę się wziąć za jakąś pracę, bo z saneczkarstwa rodziny utrzymać się nie da - mówi.
Choć nasza kadra saneczkarzy intensywnie przygotowuje się do startu w Soczi, to mówi się o niej mało lub wcale. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, bo od dawna nie odnosimy w tej dyscyplinie sukcesów. - Skoro zawodnicy już się w to "bawią", to pewnie, że chcieliby być medalistami. Blokują nas jednak możliwości. Jesteśmy chyba jedną dyscypliną uprawianą w Polsce, która nie ma żadnego obiektu! Od końca września niemal cały czas przebywamy poza domami, by móc gdzieś trenować - podkreśla Marek Skowroński, trener polskich saneczkarzy.

To nie koniec problemów polskiej kadry. - Na wynik wpływ mają nie tylko umiejętności zawodnika, ale też sprzęt, jakim on dysponuje. A tu też prawie "leżymy". Ratuje nas to, że współpracujemy z Niemcami. Od czasu do czasu możemy kupić ich sprzęt. Koszt jednych sanek sięga kilku tysięcy euro. Na szczęście nie trzeba kupować ich co roku. Jak złamie się płoza, to zawsze można ją skleić i na nowo pomalować. Zdarza się, że nad sprzętem pracujemy na strychu mojego domu. Co ważne, dla każdego zawodnika sanki powinny być dopasowane indywidualnie. Gdyby sanki najlepszego zawodnika na świecie Felixa Locha dać któremuś z naszych juniorów, to najpewniej nie dojechaliby na nich do mety - wyjaśnia Skowroński.

W Soczi ma nas reprezentować pięcioro zawodników (ostateczny skład kadry zatwierdzi PKOl). Dla startującego w jedynkach Macieja Kurowskiego (AZS AWF Katowice) będą to już drugie igrzyska. Cztery lata temu w Vacounver zajął 23. miejsce. - Muszę być realistą. Jeśli zajmę miejsce w pierwszej piętnastce, to będzie dobrze. Jedyną nadzieją dla mnie na zajęcie miejsca punktowanego jest start w sztafecie - mówi.

Przebicie się do czołowej ósemki ma dla niego szczególne znaczenie. - Jeśli nie ukończę zawodów na miejscu punktowanym, to utracę stypendium. A to będzie oznaczało, że muszę się wziąć za jakąś pracę, bo z saneczkarstwa rodziny utrzymać się nie da. Być może nie musiałbym całkowicie kończyć kariery, ale jej kontynuowanie byłoby bardzo utrudnione. Jeśli trenowałbym raz dziennie, to będzie stanowczo za mało - przyznaje Kurowski.

Ekskluzywne materiały i ciekawostki na Facebooku >>

Czy na igrzyskach w Soczi sportowcy śląskich klubów zdobędą medale?