Sport.pl

Trzynaście lat z Justyną, czyli najlepszy interes Katowic

Za jej transfer klub z Katowic zapłacił 10 tys. zł i dodał dwie pary używanych nart. Ma uśmiech nie do podrobienia, ale sama o sobie mówi, że czasem ciężko ją znieść. O Justynie Kowalczyk ?Gazeta Wyborcza? pisze już od trzynastu lat!
Za tydzień rozpoczynają się Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi, na których murowane emocje zafunduje nam w biegach narciarskich Justyna Kowalczyk. Odkurzyliśmy więc redakcyjne archiwa i przypominamy, co dotąd pisaliśmy o sławnej zawodniczce AZS-u AWF-u Katowice.

Debiut na jedenastej stronie

Pierwsza wzmianka o Justynie w "Wyborczej" pochodzi z 21 lutego 2001 roku. Na stronie 11. katowickiego wydania informowaliśmy, że 18-letnia Kowalczyk, wtedy reprezentantka Maratonu Mszana Dolna SMS Zakopane, wygrała sprint na 1 km podczas rozgrywanej w Beskidach Olimpiady Młodzieży.

W sprincie juniorów najlepszy był Maciej Kreczmer (BBTS Bielsko-Biała SMS Szczyrk) przed Rafałem Węgrzynem (Halicz Ustrzyki SMS Zakopane). Kreczmer to olimpijczyk, od kilku sezonów partner treningowy Justyny, natomiast Węgrzyn jest w jej sztabie asystentem trenera Aleksandra Wierietielnego.

Niech pan napisze!

W lutym 2004 roku Kowalczyk, reprezentująca już AZS AWF Katowice, podczas młodzieżowych (do 23 lat) mistrzostw świata w Salt Lake City zdobyła dwa złote i jeden brązowy medal.

Największy kłopot mieliśmy wtedy ze zdobyciem jakiegokolwiek zdjęcia mało znanej narciarki. Redaktor Wojciech Todur zadzwonił za to do jej rodziców w Kasinie Wielkiej. To wtedy dowiedzieliśmy się, że dziewczynka nie chodziła do przedszkola, w zamian tata zabierał ją do schroniska na Śnieżnicy, gdzie pracował jako kierownik.

Stanisław Mrowca, trener Maratonu Mszana Dolna, mówił "Wyborczej": - Od początku wiedziałem, że to niesamowity talent. Na jednych z pierwszych zawodów pobiegła na 1000 metrów. Kolejną dziewczynkę wyprzedziła aż o 200 metrów!

A na koniec rozmowy rzucił do słuchawki: - Niech pan napisze, że za dwa, trzy lata nie będzie mieć sobie równych.

Jak potoczyła się kariera narciarek, z którymi Kowalczyk rywalizowała w Salt Lake City? Włoszka Christina Kelder (złoto w sprincie) nie odniosła potem żadnych sukcesów i w 2005 roku zakończyła karierę sportową. Jej rodaczka Stephanie Santer (srebro w biegu łączonym) też nie błysnęła i przerzuciła się na maratony. Kanadyjka Chandra Crawford (srebro w sprincie) została mistrzynią olimpijską w 2006 roku.

4 tys. za wybitne sukcesy

We wrześniu 2004 roku w "Wyborczej" ukazała się informacja, że sześciu czołowych sportowców Katowic zostało uhonorowanych przez urząd miasta za wybitne osiągnięcia. Pierwszą nagrodę (4 tys. zł) zdobyli Justyna Kowalczyk z AZS AWF Katowice oraz jej kolega klubowy chodziarz Benjamin Kuciński. - To dla mnie spory zastrzyk finansowy - dziękowała Kowalczyk.

W tym samym roku Justyna po raz pierwszy zaistniała w plebiscycie katowickiej "Wyborczej" na najlepszych sportowców regionu. W głosowaniu dziennikarzy śląskich mediów wygrała wtedy sztangistka z Żywca Agata Wróbel (medal olimpijski w Atenach), a Justyna zajęła ósmą lokatę. Justynę najbardziej docenił - na czwartym miejscu - redaktor Andrzej Grygierczyk z "Trybuny Śląskiej".

O mało nie zgubiła kijków

W styczniu 2006 roku redaktor Todur wybrał się na Kubalonkę, aby obserwować bieganie (i zachowanie) Justyny (na zdjęciu o godz. 6.30 je śniadanie z trenerem Aleksandrem Wierietielnym) podczas mistrzostw Polski.



"To prawdziwa profesjonalistka. Wstała o piątej rano. Godzinę później już truchtała, na stoku Kubalonki pojawiła się pierwsza. Lekko przygarbiona, w czerwonej chustce na głowie, wyglądała dość niepozornie. Ale że to biegaczka światowego formatu, przekonaliśmy się prawie natychmiast po starcie do sprintu" - zachwycał się dziennikarz "Wyborczej".

Redaktor Todur grał na emocjach. "Wokół trasy było tłoczno i gwarno. Co chwilę ktoś pokrzykiwał: "Uciekaj! Uciekaj! Nie złapią cię!" - jak na planie filmu sensacyjnego. Rozemocjonowani koledzy rywalizujących na trasie sportowców nawet nie zauważyli Kowalczyk, która niczym wahadło zegara jeździła w górę i w dół stoku. W pewnym momencie młodzi ludzie przebiegli tuż obok reprezentantki Polski, która o mało nie pogubiła kijków".

Nasz kolega miał Justynę na oku także za metą.

"Kilkanaście sekund po biegu podszedł do niej jeden z oficjeli i wyszeptał coś do ucha. - Pamiętam, pamiętam, trzymam już od dwóch godzin - odpowiedziała mistrzyni Polski. Jako zawodniczka, w której organizmie wykryto niedozwolone środki [po mistrzostwach świata w 2005 roku Kowalczyk została zdyskwalifikowana, bo w jej organizmie wykryto niedozwolony środek - dexamethason - przyp. red.], musi zdawać sobie sprawę, że kontrole antydopingowe będą w jej przypadku szczególnie uciążliwe i częste".

Jako że zbliżały się pierwsze w karierze Justyny igrzyska olimpijskie, trzeba ją było wypytać o wszystko. Justyna walnęła prosto z mostu: - Jestem urodzoną indywidualistką. Trenerzy zrobiliby mi krzywdę, gdyby do kadry dołączyła jeszcze jakaś dziewczyna.

Najlepszy interes w historii

W Turynie Kowalczyk nieoczekiwanie zdobyła brązowy medal olimpijski w biegu na 30 km.

Tym wydarzeniem żyła oczywiście katowicka Akademia Wychowania Fizycznego. Na katowicką uczelnię zaraz podążył redaktor Maciej Blaut.

- Oglądałem początek biegu. Zakładałem, że potrwa półtorej godziny, tymczasem skończył się szybciej i wynik zastał mnie przy... biurku - mówił mu prof. Władysław Mynarski, prezes AZS-u AWF-u Katowice.

Redaktor Blaut przepytał niemal wszystkich pracowników uczelni. Krzysztof Nowak, sekretarz rektora AWF-u, pochwalił mu się, że Kowalczyk zdawała u niego przedmiot "ćwiczenia korekcyjne z elementami rehabilitacji". Na mocną czwórkę, i to przed terminem.

Transfer Kowalczyk to najlepszy interes w historii klubu z Katowic (na zdjęciu odbiera statuetkę za zasługi dla AWF-u), a może i całego miasta. Kosztował on 10 tys. zł i dwie pary używanych nart biegowych.



Pominięta w plebiscycie

Na kolejny start Kowalczyk na mistrzostwach Polski na Kubalonce w 2007 roku został delegowany redaktor Leszek Błażyński. Nasz wysłannik żałował, że zawody z udziałem tak utytułowanej zawodniczki oglądała tylko garstka widzów. - Trochę za słabo rozreklamowano przyjazd Justyny - martwił się też Andrzej Wąsowicz, działacz narciarski z Beskidów.

W plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najlepszych sportowców 2006 roku Justyna, mimo zdobycia olimpijskiego medalu, nie znalazła się nawet w pierwszej dziesiątce. - Nie była to dla mnie miła informacja. Mam jednak nadzieję, że będę osiągała nadal dobre wyniki i narciarstwo biegowe stanie się u nas popularniejsze - powiedziała nam wtedy Kowalczyk. Od 2009 roku wygrała plebiscyt "PS" już pięć razy z rzędu. Jak żaden inny polski sportowiec.

Prezydent nie dał nagrody

W lutym 2008 roku upomnieliśmy się na łamach "Wyborczej" o Justynę, bo nie znalazła się w gronie sportowców uhonorowanych przez prezydenta Katowic Piotra Uszoka. A byli w tym gronie sportowcy anonimowi.

Okazało się, że decydują mechanicznie traktowane kryteria regulaminu. Akurat w tym czasie Justyna szalała w zawodach Pucharu Świata, ale nie zdobyła żadnego medalu na MŚ.



Radny Andrzej Zydorowicz, wieloletni komentator sportowy, nie ukrywał zażenowania. - O nagrodach decydują ludzie, którzy nie mają najlepszej orientacji w sporcie. Dramat polega na tym, że pominięto sztandarową postać katowickiego sportu. Każdy laik, nawet osoba, która nie interesuje się zimowymi dyscyplinami, wie o dokonaniach tej biegaczki - mówił "Wyborczej" Zydorowicz.

Uśmiech to jej znak firmowy

Gdy w 2009 roku Justyna zdobyła dwa złote medale mistrzostw świata, jej triumfy odtrąbiliśmy oczywiście na pierwszej stronie "Wyborcze". Ujawniliśmy przy tej okazji m.in., że Kowalczyk:

- ponad 300 dni w roku spędza na zgrupowaniach za granicą

- przyłączyła się do akcji pomocy dla Darfuru, zachodniej prowincji Sudanu,

- z filmów preferuje komedie. Żadnych thrillerów czy horrorów,

- w akcie urodzenia ma wpisany 19 stycznia 1983 roku, ale urzędnik popełnił błąd i we wszystkich dokumentach widnieje 23 stycznia,

- uśmiech ma szeroki, promienny, nie do podrobienia. Nie zawsze jednak jest tak pięknie. - Mam władczy i złośliwy charakter. Czasem ciężko mnie znieść - mówiła "Wyborczej".

Radny stara się o ulicę

W marcu 2010 roku po olimpijskim złocie w Vancouver obserwowaliśmy starania radnego Zydorowicza, aby jednej z ulic w Katowicach nadać imię Justyny Kowalczyk. Jego zdaniem miasto przynajmniej w ten sposób mogłoby podkreślić swoje związki ze słynną olimpijką.

- Jestem zaskoczony, że wśród delegacji witających Kowalczyk na lotnisku Okęcie zabrakło przedstawicieli AWF-u, nie mówiąc już o reprezentantach Katowic. A przecież Kowalczyk rok temu otrzymała tytuł honorowego obywatela Katowic - mówił "Wyborczej" radny.

Uczelnia ripostowała. - Przedstawiciela AWF-u nie było na lotnisku i prawdopodobnie nie będzie, gdy Justyna będzie wracać z medalami z kolejnych wielkich imprez. Każdy, kto dobrze zna Justynę, wie, że ona nie znosi tego całego blichtru - odpowiadał na naszych łamach dyrektor biura rektora.

Justyna do dziś nie ma w Katowicach ani swojej ulicy, ani placu, ani pomnika.

W oblężonej twierdzy

Na początku sezonu 2010/11 Kowalczyk została dwa razy zdyskwalifikowana w sprintach. Zapytaliśmy byłego biegacza Janusza Krężeloka, czy działacze FIS-u nie uwzięli się czasem na Polkę?

- Justynie nie pomagają jej publiczne wypowiedzi. Niepotrzebnie zaczęła dyskutować o astmie Marit Bjoergen. Teraz nie ma zmiłuj się, trwa wojenka, ale to Justyna ją wywołała - mówił Krężelok.

Rywalizacja Kowalczyk i Wierietielnego z Norweżkami toczyła się już wtedy na całego.



Redaktor Piotr Zawadzki komentował to tak: "Już się pogubiłem, czy wszyscy sprzysięgli się przeciwko Polakom, czy może to nasz duet wypowiedział regularną wojnę konkurentom. Wiem jedno: mistrzyni i jej trener umiejętnie grają na emocjach kibiców. Całkiem możliwe również, że do osiągania sukcesów niezbędny jest im syndrom oblężonej twierdzy, kiedy wszyscy dookoła są tylko wrogami i źle im życzą. Kowalczyk jest ogromnie ambitną osobą. I bardzo dobrze, bez tego nie byłoby tych wszystkich medali. Gorzej, kiedy powodowana tą ambicją razem z trenerem wali na odlew. I czasem bez sensu".

Od tego czasu Justyna i Norweżki unikają wprawdzie wzajemnych oskarżeń, ale chemii pomiędzy nimi jak nie było, tak nie ma. I raczej już nie będzie.

I znowu wygrała

Na początku stycznia 2014 roku redaktor Paweł Czado podsumował kolejny plebiscyt "Wyborczej" na sportowca regionu. Zliczył punkty i znowu wyszło mu, że bezapelacyjnie wygrała Justyna. Tak jest już od 2009 roku.

Gorące newsy i złośliwe komentarze. Dołącz do nas na Facebooku >>

Więcej o:
Komentarze (3)
Trzynaście lat z Justyną, czyli najlepszy interes Katowic
Zaloguj się
  • jarek_blo

    Oceniono 4 razy 2

    Ale żeby jeszcze władze Katowic umiejętnie promowały miasto za sprawą pani Kowalczyk... No ale tu promuje się tylko jedna osoba, non stop, bodajże od 1998...

  • bonczu

    Oceniono 17 razy 11

    W którymś wywiadzie Justyna opowiadała że Ważny Człowiek z AWF pogroził że jeśli nie będzie tu zaglądać to skreślą ja z listy studentów :-)). Odpowiedziała krótko: "To skreślajcie !". Chciałbym widzieć te miny.
    To ona jest potrzebna AZS-owi a nie odwrotnie.

  • somekindofhope

    Oceniono 16 razy -8

    Jako że oczywiście zabrakło jakże pamiętnych tekstów dotyczących dopingu u Kowalczyk, bez wątpienia należy również dodać jeden z nich dla pełności obrazu:

    www.sport.pl/sport/1,69628,2768406.html

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX