Soczi 2014. Co uszczęśliwi duet polskich saneczkarzy?

Patryk Poręba i Karol Mikrut jadą do Soczi bez wielkich nadziei na zdobycie medalu. - W saneczkarstwie liczy się rutyna, a nam jej jeszcze brakuje - wyjaśniają.
Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>

Zawodnicy reprezentujący AZS AWF Katowice realnie spoglądają na swoje olimpijskie szanse. - Nie pogardziłbym miejscem w pierwszej "15". A gdybyśmy naleźli się w "10", to byłbym po prostu przeszczęśliwy. Ciężko rywalizować z zawodnikami z państw, w których finansowanie naszej dyscypliny jest na wysokim poziomie. W Polsce nie mamy toru, więc przed sezonem oddajemy o wiele mniej ślizgów od naszych konkurentów. W saneczkarstwie liczy się rutyna, a nam jej jeszcze brakuje - mówi Poręba.

To szczególnie istotnie w duetach, gdzie liczy się zgranie zawodników. - W naszej dwójce to ja prowadzę sanki, ale to ten siedzący z tyłu lepiej czuje, gdy np. straciliśmy przyczepność. Dlatego nasze zgranie jest kluczowe. Wiele rozmawiamy na temat naszych przejazdów - wyjaśnia Poręba.

Cichą nadzieją naszych zawodników na zajęcie wysokiego miejsca będzie rozgrywana po raz pierwszy na igrzyskach sztafeta. - Najpierw zjeżdża zawodniczka, która na mecie dotyka packę. To otwiera bramkę na starcie dla zawodnika (będzie nim Maciej Kurowski, także zawodnik AZS-u AWF-u Katowice - przyp. red)

Gdy on kończy ślizg, rusza nasz duet. Na ostateczny wynik składają się czasy wszystkich przejazdów. W tej konkrecji liczymy najbardziej na punktowane miejsce - mówi Marek Skowroński, trener naszej kadry.

To o tyle ważne, że punktowane miejsce zapewnia zawodnikom możliwość otrzymania stypendium. Bez tego trudno o uprawianie tej dyscypliny. - Utrzymywali mnie dotąd rodzice, ale teraz jestem już na to za stary. Stypendium pozwoliłoby wiązać koniec z końcem - przyznaje Poręba.