Sport.pl

Albin Wira wspomina 1989 rok: Nagle do szatni Ruchu wszedł partyjny dygnitarz

Albin Wira (rocznik 1953) był najstarszym i najbardziej doświadczonym piłkarzem Ruchu Chorzów, gdy ten sięgał po ostatnie jak dotąd mistrzostwo Polski. Wychowanek niebieskich miał już wtedy w swojej kolekcji złote medale z lat 1974 i 1979.


- Maj to był dla nas trudny miesiąc w drodze po tytuł. Wiedzieliśmy jednak, że najważniejsze mecze wciąż przed nami. Najwięcej miało oczywiście zależeć o naszej wyjazdowej potyczki z Górnikiem Zabrze - wspomina Wira.

Wojciech Todur: Pewnie pan nie pamięta, od jakiego meczu zaczęliście ligowe granie w maju 1989?

Albin Wira: Może od Wisły Kraków? Pamiętam, że wygraliśmy z nią wysoko [4:1 - przyp. red.], a dodatkową finansową premię za zwycięstwo zapewniła nam Olimpia Poznań, która rywalizowała z wiślakami o utrzymanie w lidze. Po meczu w Krakowie działacz Ruchu Walter Sklepowicz zaprosił nas do hotelu Holiday Inn na piwo...

Fajne wspomnienie, ale z Wisłą graliście w kwietniu.

- No to pewnie porażka...

Porażka. 0:2 ze Stalą Mielec.

- Stal nam w tamtym sezonie wyraźnie nie leżała, bo przegraliśmy z nią także w pierwszej rundzie. To było o tyle dziwne, że wcześniej ze Stalą zawsze nam się grało dobrze. To z innymi drużynami mieliśmy na pieńku. Chociażby z Górnikiem Zabrze, ale z nim mieliśmy zmierzyć się dopiero w czerwcu...

W drużynie coraz mocniejszą pozycję miał wtedy Dariusz Gęsior. Opowiadał nam, że to właśnie pan wprowadzał go do zespołu.

- Wtedy była mocna, dużo mocniejsza niż obecnie rywalizacja o miejsce w składzie. Zdarzało się, że starsi tępili młodych. Tych młodych to za wielu wtedy na Cichej nie było: Gęsior, Mirek Mosór, Daniel Łukasik... Szybko dostrzegłem, że Darek ma talent i może nam pomóc. Pamiętam taki mecz z Odrą Opole, gdy "Gęgol" wchodził do drużyny. Mocno z nim wtedy "jechano", a ja stanąłem w jego obronie. Nie czułem się jakimś tam przewodnikiem młodzieży, ale chyba nie byłem też zawistny. Widziałem, że dzięki takim zawodnikom jak Gęsior Ruch może tylko zyskać. Zrobił fajną karierę, zdobył srebro na igrzyskach w Barcelonie. No to chyba miałem do niego oko (śmiech).

W mistrzowskim sezonie 1988/89 trenerzy Jerzy Wyrobek i Henryk Wieczorek grali wąską grupą zawodników. To był wasz atut?

- O tytuł walczyło piętnastu, szesnastu graczy. Tak, uważam, że to był nasz atut. Śmieszy mnie, gdy teraz słyszę, że zawodnik jest zmęczony po rozegraniu trzydziestu spotkań. My najchętniej gralibyśmy co trzy dni i najlepiej bez żadnych zmian. Wąska kadra sprawiała, że zespół świetnie się rozumiał i grał często w ciemno.

W maju zagraliście też z Legią. Zabrakło pana wtedy na boisku.

- Ale dlaczego ja wtedy nie zagrałem? Kartki? Nieee. Kartek to ja dostawałem bardzo mało. Czerwoną to chyba nigdy nie zostałem ukarany... Taki był ze mnie boiskowy dżentelmen (śmiech). To była kontuzja. Wtedy nie było zwyczaju, że kontuzjowani zawodnicy jeżdżą z drużynami na wyjazdowe spotkania, więc zostałem w domu. Mecz śledziłem z radiem przy uchu. To były fajne czasy studia S-13. Wszystkie mecze zaczynały się o podobnej porze. To były prawdziwe emocje, a nie to co teraz, gdy ligowe kolejki są rozwleczone od piątku do poniedziałku.

Maj wam wyraźnie nie wyszedł. Wygrana, i to okazała, przyszła dopiero na koniec miesiąca. Jak pan zapamiętał 4:0 z Widzewem Łódź?

- Wróciłem wtedy do meczowej kadry po kontuzji, ale na boisko wszedłem dopiero w końcówce. Z meczu pamiętam bramkę młodego Piotrka Boncola, który wchodził wtedy do drużyny. Ciekawie było też po spotkaniu, bo nieoczekiwanie do naszej szatni wszedł Manfred Gorywoda. Honorowy prezes Ruchu, ale przede wszystkim partyjny dygnitarz robił sobie naszym kosztem kampanię wyborczą do Sejmu. My cieszymy się po wygranej, a on nagle staje w drzwiach i pyta, który to Boncol. Podszedł potem do niego i pogratulował gry oraz gola. Fotograf zaraz uwiecznił to na zdjęciu, które ukazało się w katowickim "Sporcie".

Co pan myślał na koniec maja? Będzie mistrzostwo czy nie będzie?

- Złoto zdobywałem już także w 1974 i 1979 roku. Wiedziałem, że najważniejsze mecze wciąż przed nami. Najwięcej miało oczywiście zależeć od wyjazdowej gry z Górnikiem. Teraz sobie myślę, że z okazji 25-lecia wszyscy wspominają ostatni sukces Ruchu, a przecież można by dziś także świętować 40- i 35-lecie dwóch wcześniejszych tytułów. Bo taki właśnie jest Ruch. Wielki klub. Co rok by się znalazła jakaś rocznica do świętowania.

Albin Wira w latach 90. był trenerem Ruchu Chorzów.

Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>

Więcej o:
Komentarze (8)
Albin Wira wspomina 1989 rok: Nagle do szatni Ruchu wszedł partyjny dygnitarz
Zaloguj się
  • Janusz Ljot

    Oceniono 7 razy 3

    Do szombry 30
    Ten tekst to możesz sobie wsadzić w ramkę albo w doopę. A w sumie to masz rację. Polskie władze w latach 40-tych nie martwiły się o kraj, ludzi odbudowę Polski, spolszczenie Śląska, walkę z podziemiem wyzwoleńczym, a przede wszystkim o siebie i władzuchnę z moskwy tylko postanowiły zrobić wielkiego Górnika, Rozmyślał o tym sam Józef Stalin, i towarzysz Gomółka a PZPR, PRL i ZSRS mieli dupie, bo najważniejszy jest, był i będzie Górnik Zabrze i tak trzymać. Rozbawiłeś mnie bracie do łez. Dziękuję ci za to.

  • marxes

    Oceniono 2 razy 2

    Takie to były czasy, komunizm docierał wszędzie, bo jak ktoś próbował przeszkodzić to wiadomo jak kończył. Dlatego wszyscy wyzywający się od komunistów, komunistycznych klubów, towarzyszy i stalinów to banda kretynów, nie myślących jednostek. Tyczy się to kibiców wszystkich klubów na śląsku. Poczytali jakieś kretynizmy i walą co im ich głupawa pała każe. Brawo ;)

  • lentner

    Oceniono 4 razy 0

    Nie dziwcie się tekstom szombry30, przecież sumienie nie pozwala inaczej pisać potomkowi volksdeutcha o korzeniach niemiecko- morawskich :)

  • waldek_king

    Oceniono 10 razy 0

    Na stadionie przygrywała orkiestra huty "Batory", a najmłodsi piłkarze Ruchu rozdawali kibicom ulotki z hasłem "Kibicujesz Ruchowi - oddaj głos Manfredowi - naszemu Prezesowi".

    hej heja hej UBecy oleole, nasza miłość jedyna to UBecka drużyna :)))

  • szombry30

    Oceniono 11 razy -1

    Janusz Ljot tu sa ;początki ścvierwa AStalina z miasta na Z.
    "Dlaczego 31 maja 2009 po spadku Górnika zapanowała na Górnym Śląsku wielka, spontaniczna radość? Jeśli nie rozumiecie, to tutułem przypomnienia:
    Górnik powstał 14 grudnia 1948 roku, dzień później powstała PZPR. Powstała ze „zjednoczenia PPR i PPS czyli w wyniku wcielenia siłą PPS do PPR-u. Zjazd zjednoczeniowy, który utworzył równie legendarną co Górnik PZPR został zapowiedziany już 10 marca 1948. Termin zjazdu unifikacyjnego był zatem znany 9 miesięcy przed stworzeniem w Zabrzu pierwszego Koła Sportowego Zrzeszenia Górnik. Datę zjazdu zjednoczeniowego nowej komunistycznej partii wyznaczono dokładnie na 15 XII tegoż roku, twórcy Górnika doskonale wiedzieli jaki mogą zbić kapitał na utworzeniu klubu w przeddzień tej daty!!! W ten sam dzień utworzyć Górnika nie można było, bo kolidowało by to z tak zacną datą. 15 grudnia wszystkie informacje poświęcone były w ludowej Polsce utworzeniu nowej przewodniej siły narodu – PZPR.
    Powstanie wzorcowego socjalistycznego molocha sportowego o wdzięcznej radzieckiej nazwie Górnik miało być preludium dla tego wielkiego wydarzenia. Podobnie zresztą powstał sam Górnik, do klubu Zjednoczenie wcielono przymusowo wcześniej niezależne kluby: Skrę, Concordię i Pogoń. Wcielenie takie oznaczało po prostu ich brutalną likwidację! Ta data i okoliczności to nie przypadek. Przy zakładaniu Górnika uczestniczył zresztą delegat PPR – towarzysz Łączyński. Dlaczego tak wszystko łączono? To było podstawowe założenie stalinizmu: unifikacja i ujednolicenie społeczeństwa i wszelkich organizacji celem ułatwienia sprawowania nad nim ścisłej kontroli. Zbrodniczy zamysł zbrodniczego systemu. Dlaczego wcielano do Zjednoczenia? Bo była to sportowa komórka wytworu komunizmu – tzw. zjednoczeń węglowych, czyli państwowych kombinatów czuwających nad wydobyciem węgla, powstałych po wywłaszczeniu poszczególnych kopalń od prywatnych właścicieli i skomasowaniu ich w przemysłowe, prawdziwie stalinowskie megakombinaty.
    Tak przedstawiają się „zaszczytne” i jakże romantyczne początki tego tworu! Nie mają w Polsce analogii. Tej szukać trzeba w ZSRR, tam już w latach 30. powstawały przy kombinatach górniczych tzw. Szachtiory (czyli Górniki), będące ich sportowymi komórkami. Pełna unifikacja sportu ze strukturą totalitarnego państwa. Reasumując, akt stworzenia „wielkiego Górnika” nie miał nic wspólnego z niepokalanym poczęciem, przypominał raczej brutalny gwałt. Był owocem przestępstwa – sowietyzacji polskiego sportu. Na koniec cytat z książki pt. O tytuł mistrza Polski, encykl. Fuji, s. 80: itditd

  • el-cholo

    Oceniono 8 razy -2

    Zaden obcokrajowiec nie przyjdzie do smrodlawego hizofa bida na cichej i na ulicach i w domach syf i ubustwo . Jak przjdzie to tylko jeden rus hhehe koledzy ruch i rus hhhee

  • el-cholo

    Oceniono 8 razy -2

    J..-e...b...a...c. was s..m.rodlawe kundle tylko GORNIK wyryjcie sobie na czole ten napis.

  • Janusz Ljot

    Oceniono 14 razy -2

    "Ciekawie było też po spotkaniu, bo nieoczekiwanie do naszej szatni wszedł Manfred Gorywoda. HONOROWY PREZES RUCHU, ale przede wszystkim partyjny dygnitarz" DOMIN A TY PIE...SZ ŻE W ZABRZU BYŁO CZERWONO, a świat jest niebieski, wy nawet w Ruchu macie ruską fanę, biało niebiesko i czerwono w szatni. Tfu. Ale ty oczywiście znasz historię, niestety tylko i wyłącznie swoją chorą wersję, i potrafisz to wyjaśnić dlaczego niekomunistyczny Ruch potrzebował czerwonego Mańka do 14 mistrzostwa

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX