Rozwój Katowice. Nie jesteśmy "antyGieKSa". To kompletna bzdura [WYWIAD Z PREZESEM]

Rozwój Katowice po szaleńczym finiszu rozgrywek po raz pierwszy w historii klubu zagra w pierwszej lidze. Budowa drużyny już się rozpoczęła, a budżet na nowym sezon jest niemal dopięty.
Jesteś kibicem z Górnego Śląska? Dołącz do nas na Fejsie! >>  

Wojciech Todur: Od czego rozpoczyna pan pracę w roli prezesa pierwszoligowca?

Zbigniew Waśkiewicz: - Ta praca - związana z przyszłym sezonem - tak naprawdę trwa od dwóch miesięcy. Razem z Kamilem Kosowskim [dyrektorem klubu - przyp.red.] kreśliliśmy scenariusze na różne okoliczności. Na awans, na pozostanie w drugiej lidze... Tak naprawdę w najtrudniejszej sytuacji znaleźlibyśmy się wtedy, gdyby zespół musiał szykować się teraz do gry w barażu. To przedłużyłoby sezon. Zabrało cenny czas na budowę zespołu.

No więc od czego zaczynacie?

- Od przeglądu kadr. W najbliższych dniach na nasz stadion przyjdzie kilkunastu zawodników, których będziemy sprawdzać pod kątem gry w pierwszej lidze.

Ekstraklasa, pierwsza liga?

- Niech pomyślę... Z Ekstraklasy nie będzie nikogo. Z pierwszej ligi może jeden, dwóch zawodników. Nie interesują nas zgrane karty. Szukamy ludzi na dorobku. Takich, którzy wierzą w siebie i w to, że to co najlepsze na boisku wciąż przed nimi.

A co z zawodnikami z obecnej kadry?

- Chyba nie skłamię, jeżeli powiem, że prawie połowie graczy kończą się kontrakty. Będziemy rozmawiać. To jest właśnie ten czas, gdy więcej będzie się działo w klubowych pokojach niż na boisku.

A co z pieniędzmi? Czy Rozwój stać na pierwszą ligę?

- Pracujemy. W ostatnich tygodniach przeprowadziłem szereg rozmów z osobami, które namawiam do zainwestowania w nasz klub. Wiele z nich uzależniało dalsze kroki od wyniku sportowego. Wynik jest, więc czekamy z nadzieją.

Na pewno jedno się nie zmieni. Nadal będziemy dobierać piłkarzy do naszych możliwości finansowych. Nie wsiądziemy na karuzelę chorych ambicji, które mogą doprowadzić do zadłużenia klubu.

Czy Rozwój to wciąż górniczy klub?

- Zdecydowanie tak. Wciąż możemy liczyć na wsparcie Holdingu Węglowego. Bodaj dwunastu naszych zawodników to górnicy. Ale nie tacy malowani. To pracownicy kopalni, którzy dzień w dzień zjeżdżają o 6. rano pod ziemię, a po szychcie gonią na trening. Z górniczą branżą są też związani nasi kibice. Stawiam, że większość osób, które wspierają Rozwój to byli lub aktualni pracownicy kopalni.

Czy po awansie do pierwszej ligi praca pod ziemią może być przeszkodą przy przedłużaniu kontraktów z piłkarzami?

- Absolutnie nie! Mam olbrzymi szacunek dla tych ludzi. Żyjemy w trudnych, niepewnych czasach. Trzeba docenić to, że potrafią sobie radzić w życiu. Zresztą moim zdaniem za dużo mówi się o zawodowstwie w niższych ligach. Rozwój czy Błękitni Stargard Szczeciński pokazały, że ludzie pracy również mogą wygrywać na boisku z "zawodowcami".

Jak będzie wyglądała wasza współpraca z GKS-em Katowice? W jednym z wpisów na Twitterze napisał pan, że nikt w Rozwoju nie jest "antyGieKSa".

- Bo to prawda. Takie stawianie sprawy to kompletna bzdura. Ten wpis zrodził się po tym, gdy ktoś wytknął nam, że na jednym z naszych zdjęć - w jego tle - znalazła się naklejka z logo Ruchu Chorzów. To był zupełny przypadek, ale w świecie kibiców na takie przypadki i niuanse trzeba uważać.

GKS był dotąd w mieście niekwestionowanym numerem jeden. Zgarnia większość miejskich dotacji. Jak się pan zachowa, jeżeli Rozwój otrzyma z miasta - powiedzmy 30 procent tego co GieKSa? Opuści pan salę?

- Opuszczę salę?! Nie! Pocałuję w rękę! 30 procent z siedmiu milionów to całkiem pokaźna suma. Nie wiem jak będzie. Kluczowe rozmowy wciąż przed nami. Na razie możemy liczyć na 300 tysięcy złotych na pierwszy zespół i 150 na szkolenie dzieci.

No i w niedalekiej przyszłości na stadion przy Bukowej?

- Skłaniam się ku przeprowadzce, ale w klubie zdania są podzielone. Wymogi licencyjne zakładają, że pierwszoligowcy muszą grać od najbliższego sezonu na obiektach ze sztucznym oświetleniem. Wiadomo, że takie na Zgody szybko nie powstanie. Może jednak na jedną rundę udałoby się otrzymać licencję na grę u siebie... Co to jednak da? Potem i tak czekałaby nas przeprowadzka. Zobaczymy co z tego wyniknie.

A trener Marek Koniarek ma uprawnienia na pracę w pierwszej lidze?

- Z tym akurat nie będzie żadnego problemu. Ma licencję UEFA Pro.

Kto w przyszłym sezonie awansuje do ekstraklasy?