Sport.pl

Rozwój Katowice. Zbigniew Waśkiewicz: Znów będziemy musieli spojrzeć sobie głęboko w oczy [ROZMOWA]

- Jeśli utrzymamy się w pierwszej lidze, to liczymy, że miasto zgodzi się, byśmy nadal korzystali ze stadionu GKS-u. Dla nas to dobre rozwiązanie - mówi Zbigniew Waśkiewicz, prezes Rozwoju Katowice.
Jeśli Rozwój Katowice utrzyma bezpieczną pozycję w tabeli pierwszej ligi - a dziś jest jedno miejsce nad strefą spadkową - trzeba będzie mówić o ogromnej niespodziance. Możliwości finansowe beniaminka od tych, jakimi dysponują ligowi rywale, dzieli bowiem albo spora różnica, albo wręcz przepaść.

Kamil Kwaśniewski: Ile razy usłyszał pan, że pierwsza liga to nie miejsce dla Rozwoju?

Zbigniew Waśkiewicz: - Wszyscy tak mówią. Ostatnio Polsat przepytywał prezesów klubów o głównego kandydata do spadku i nie wskazał na nas tylko Wojtek Cygan, prezes GKS-u Katowice. Absolutnie się o to nie obrażamy, bo wiemy, że finansowo nasz potencjał rzeczywiście jest zdecydowanie mniejszy niż rywali. Ale skoro mówią, że spadniemy, to mamy jeszcze większą motywację, by się utrzymać (śmiech).

To byłoby "najtańsze" utrzymanie w pierwszej lidze w ostatnich latach?

- Na pewno. Trenerzy mówili mi, że gdy pojechali na mecz z Chojniczanką Chojnice i usłyszeli, jaki jest jej budżet, to byli w małym szoku. Chodzi o kwotę, która w porównaniu z naszymi możliwościami jest wręcz... kosmiczna.

Na dodatek wasz stadion nie spełnia wymogów licencyjnych. Gdzie będziecie grać, jeśli obronicie pierwszą ligę?

- Liczymy, że miasto zgodzi się na to, byśmy nadal korzystali ze stadionu GKS-u. Dla nas to dobre rozwiązanie. Powiem nawet więcej - 700 czy 800 kibiców, którzy przychodzą na nasze mecze, na stadionie przy Bukowej słychać znacznie lepiej. A skoro tak, to i zawodnikom gra się lepiej. Poza tym sam GKS przyjął nas bardzo fajnie.

Finansowo dajecie sobie radę? Jeszcze w końcówce jesieni nie był pan w stanie obiecać, że dogracie sezon.

- Łatwo nie jest, ale o te trwające rozgrywki możemy być spokojni. Latem jednak znów będziemy musieli spojrzeć sobie głęboko w oczy...

Macie to szczęście, że znaleźliście trenera, który w tych trudnych realiach odnajduje się naprawdę dobrze. Nie słyszałem, żeby Mirosław Smyła narzekał.

- Dokładnie. Przychodząc do Rozwoju, doskonale wiedział, czego powinien się spodziewać, bo pracował tu już wcześniej. Szybko wprowadził bardzo dobrą atmosferę, scementował ten zespół. Podoba mi się też, jak współpracuje ze swoimi młodymi asystentami. Początek wiosny pokazuje, że zimowy okres przygotowawczy wykorzystali naprawdę dobrze.

Zatrudnienie Marka Motyki, który prowadził Rozwój na początku rozgrywek, było błędem?

- Nie. Na pewno nie powiem, że winien tych słabych wyników był tylko Marek. To był ciąg wspólnych błędów. Myślę, że były sprawy, w których my - ludzie rządzący klubem - mogliśmy pomóc bardziej. Nie zrobiliśmy tego przez swoje niedopatrzenia.

Więcej o:
Skomentuj:
Rozwój Katowice. Zbigniew Waśkiewicz: Znów będziemy musieli spojrzeć sobie głęboko w oczy [ROZMOWA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX